Crvena zvezda

Dominator ligi serbskiej i uczestnik Ligi Mistrzów – Crvena zvezda

Przed nami pierwszy pucharowy dwumecz w tym sezonie, w którym polski klub nie będzie rozstawiony. Od razu to widać, bo rywalem Lecha w III rundzie eliminacji LM będzie FK Crvena zvezda.

Poprzednie rywalizacje

W ostatnim czasie graliśmy ze słabszymi zespołami serbskimi, co pozwoliło nam na zbudowanie solidnej passy pięciu zwycięstw. Tak trudno nie było jednak co najmniej od 2016 roku, kiedy Zagłębie Lubin grało z Partizanem. Wtedy Miedziowi wyeliminowali faworyta po dwóch bezbramkowych remisach i lepiej wykonywanych rzutach karnych.

1969/70 I runda PMT Vojvodina Nowy Sad (Jugosławia) Gwardia Warszawa 0:1, 1:1
1973/74 I runda PM Crvena zvezda (Jugosławia) Stal Mielec 2:1, 1:0
1974/75 I runda PUEFA Górnik Zabrze Partizan Belgrad (Jugosławia) 2:2, 0:3
2007/08 I runda PUEFA Dyskobolia Grodzisk Wlkp. Crvena zvezda 0:1, 0:1
2016/17 II runda el. LE Partizan Belgrad Zagłębie Lubin 0:0, 0:0, karne 3:4
2024/25 Faza ligowa LK TSC Bačka Topola Legia Warszawa 0:3
2024/25 Runda barażowa LK TSC Bačka Topola Jagiellonia Białystok 1:3, 1:3
2025/26 II runda el. LK FK Novi Pazar Jagiellonia Białystok 1:2, 1:3

Lech do tej pory nie grał z Serbami, choć ostatnia wizyta Crvenej zvezdy w Polsce miała miejsce w Wielkopolsce. Było to jednak w Grodzisku Wielkopolskim. Te dwa dwumecze (Dyskobolii i Zagłębia) oraz ostatnie potyczki Legii i Jagiellonii z TSC i Novim Pazarem, to jedyna w miarę świeża historia z Serbami. Pozostałe mecze to czasy Jugosławii.

Ostatnie 5 lat w pucharach
Sezon Runda, w której odpadli Przeciwnicy i wyniki Poprzednie rundy Przeciwnicy i wyniki
2020/21 1/16 LE Milan 2:2, 1:1 Q1 LM
Q2 LM
Q3 LM
Q4 LE
FG LE
Europa FC 5:0
KF Tirana 1:0
Omonia 1:1, karne 2:4
Ararat-Armenia 2:1
Hoffenheim 0:2, 0:0
Slovan Liberec 5:1, 0:0
Gent 2:1, 2:0
2021/22 1/8 LE Rangers 0:3, 2:1 Q2 LM
Q3 LM
Q4 LE
FG LE
Kajrat 1:2, 5:0
Sheriff 1:1, 0:1
CFR Cluj 4:0, 2:1
Braga 2:1, 1:1
Łudogorec 1:0, 1:0
Midtjylland 1:1, 0:1
2022/23 FG LE Monaco 0:1, 1:4
Trabzonspor 1:2, 2:1
Ferencváros 4:1, 1:2
Q3 LM
Q4 LM
Pjunik 5:0, 2:0
Maccabi Hajfa 2:3, 2:2
2023/24 FG LM Manchester City 1:3, 2:3
Young Boys 2:2, 0:2
RB Lipsk 1:3, 1:2
2024/25 FL LM Benfica 1:2
Inter 0:4
Monaco 1:5
Barcelona 2:5
Stuttgart 5:1
Milan 1:2
PSV 2:3
Young Boys 1:0
Q4 LM Bodø/Glimt 1:2, 2:0

W tym sezonie nie graliśmy jeszcze z tak doświadczonym zespołem w Europie. Cała historia Crvenej zvezdy w pucharach jest jeszcze bogatsza, ten klub ma w dorobku m.in. Puchar Mistrzów, ale za ostatnie lata też nie musi się wstydzić.

Jest to jeden z tych klubów, który miał problem z przejściem eliminacji Ligi Mistrzów, ale potrafił sobie wywalczyć główną fazę tych rozgrywek przez ranking. Dzięki regularnemu graniu i punktowaniu na poziomie fazy grupowej i pucharowej Ligi Europy, wspólnie z Partizanem, Crvena zvezda wywalczyła dla Serbii najpierw udział w fazie grupowej LM bez eliminacji, a potem w IV rundzie tych rozgrywek. To właśnie ona skorzystała z tych miejsc przeznaczonych dla mistrza kraju. Tam nie udało się awansować do wiosennych gier. Najpierw zabrakło lepszego wyniku z Young Boysami, a w ostatnim sezonie mimo nie najgorszego 29. miejsca zabrakło 5 punktów do 24. Uwagę zwraca wysokie zwycięstwo ze Stuttgartem.

Forma i terminarz

Problem z analizowaniem ostatnich występów Crvenej zvezdy jest następujący: były to spotkania z zespołami znacznie poniżej nie tylko jej poziomu, ale i poziomu Lecha. W lidze po rozegraniu dwóch spotkań ma dwa zwycięstwa i bilans bramek 11:1. Przykładowy mecz z OFK Belgrad (7:1) nie był dla niej żadnym wyzwaniem, bo rywal jawnie i otwarcie go odpuścił, wiedząc, że i tak nie ma szans, zresztą oba kluby mają pewne powiązania ze sobą.

# Drużyna RS Z R P BZ BS RB Pkt
1 3 2 1 0 4 1 +3 7
2 2 2 0 0 11 1 +10 6
3 2 2 0 0 5 1 +4 6
4 2 2 0 0 4 1 +3 6

żródło fragmentu tabeli: soccerway.com

Ewentualnie można zająć się dwumeczem II rundy eliminacji LM z Lincoln Red Imps, jednak i tam różnica poziomów była ogromna. Mimo to w Gibraltarze Crvena zvezda wygrała tylko jednym golem. Większość spotkania grała o jednego zawodnika mniej po czerwonej kartce dla Seola Young-Woo, a było blisko także drugiej czerwonej kartki. Milson został jednak zmieniony tuż po sytuacji, która mogła zakończyć się drugą żółtą kartką.

W rewanżu nie było już żadnych wątpliwości. Crvena zvezda zdecydowanie przeważała przez cały mecz i pokonała Gibraltarczyków 5:1, choć miała momenty przestoju w drugiej połowie, kiedy rywale strzelili gola honorowego i mieli rzut karny, którego nie wykorzystali.

Mistrz Serbii przełożył swój mecz trzeciej kolejki ligowej z Vojvodiną, aby lepiej przygotować się do spotkań z Lechem. Na kolejny weekend, 9 sierpnia, ma zaplanowany mecz z TSC.

Miasto i stadion

Lech zagra w stolicy Serbii – Belgradzie. Różne opisy miasta wskazują, że nie jest ono zbyt atrakcyjne, ale ma kilka miejsc do zwiedzenia. Należą do nich twierdza Kalemegdan, ulica Skadarlija, Parlament czy cerkiew św. Sawy. Osadnictwo w tym miejscu ma bardzo długą historię, sięgającą czasów prehistorycznych.

fot. commons.wikimedia.org

Crvena zvezda gra na Stadionie Rajko Mitić, w nawiązaniu do dawnego rozmiaru i wysokich frekwencji nazywanym Marakaną. Obecnie jego pojemność wynosi ponad 50 tysięcy. Oprócz Crvenej zvezdy grała tam także reprezentacja Serbii, m.in. w eliminacjach Euro 2008 przeciwko Polsce. W bardziej odległej przeszłości zostały tam rozegrane finały Pucharu Mistrzów 1973 i Euro 1976. Obecnie zapełnia się głównie w Lidze Mistrzów. Liga serbska, którą Crvena zvezda wygrywa z wielką przewagą, nie przyciąga aż takiego zainteresowania.

fot. commons.wikimedia.org

Zespół

Przeciwko Lechowi zagra kilku znanych zawodników, których pewnie nie trzeba nawet szczególnie przedstawiać. Crvena zvezda drogo sprzedaje zawodników, za samego Andriję Maksimovicia otrzymała 14 milionów euro, a część z tych kwot jest reinwestowana w zakupy. Dwóch wyróżniających się piłkarzy przyszło bez odstępnego. Środkowy obrońca Miloš Veljković grał przez prawie 10 lat w Werderze i zaliczył tam prawie 200 meczów w Bundeslidze, to także 35-krotny reprezentant Serbii. Jeszcze większą gwiazdą jest napastnik Marko Arnautović, były gracz klubów włoskich i angielskich, rekordzista Austrii pod względem występów w reprezentacji i drugi najlepszy strzelec w jej historii.

Latem najwięcej Crvena zvezda wydała na skrzydłowego Shavy’ego Babickę – 4 miliony euro. Tego zawodnika można kojarzyć z meczów Rakowa Częstochowa z Arisem Limassol z sezonu 2023/24. Babicka grał ostatnio w Toulouse w Ligue 1, gdzie balansował na granicy pierwszego składu i ławki. Z kolei ostatnim transferem jest defensywny pomocnik Mahmudu Bajo z DAC za 3,5 miliona euro.

Nie można jednak pominąć zawodników, którzy od dawna stanowią o sile Crvenej zvezdy. Najmocniejszym punktem tego zespołu jest środek pola, gdzie występują Mirko Ivanić i Aleksandar Katai. Krócej występuje tam skrzydłowy Nemanja Radonjić, dla którego jest to powrót do tego zespołu po kilku latach, ale to także bardzo istotny zawodnik, określany jako prawa ręka trenera na boisku.

Innym znanym nazwiskiem (a właściwie imieniem) jest bramkarz Matheus, który przez wiele lat grał w Bradze, a ostatnią rundę spędził w Ajaksie. To jeden z wielu doświadczonych graczy w Crvenej zvezdzie, która stawia na piłkarzy gotowych i ukształtowanych. Wyjątkiem jest 18-letni obrońca Veljko Milosavljević. Nominalnie to stoper, ale rewanżu z Lincolnem pierwszy raz grał na prawej obronie lub jako półprawy środkowy obrońca, ponieważ za czerwoną kartkę pauzował Seol Young-Woo.

Trenerem Crvenej zvezdy jest Vladan Milojević, który już wcześniej prowadził ją w latach 2017-2019. W ostatnim meczu z Lincolnem, między innymi przez braki kadrowe, próbował różnych rozwiązań taktycznych. Ma możliwości gry zarówno na czwórkę, jak i trójkę z tyłu. Po przyjściu Arnautovicia ma też inne alternatywy niż wystawianie z przodu samego Bruno Duarte czy Cherifa Ndiaye. Generalnie stara się ułożyć taktykę pod przeciwnika i na mecze z Lechem można się spodziewać innych rozwiązań niż w ostatnich meczach.

Podsumowanie

Przed mistrzem Polski trudny dwumecz. W ścieżce mistrzowskiej rywale są zasięgu, ale niektórzy są nieco bardziej wymagający i należy do nich Crvena zvezda. Teoretycznie można by liczyć na powtórkę sytuacji z poprzednich lat, kiedy ten zespół nie radził sobie w roli faworyta i odpadał z Omonią, Sheriffem czy Maccabi. Eliminacje zwykle nie są w jego wykonaniu najlepsze, więc szczególnie cenne było dla niego skrócenie drogi do fazy ligowej, co udało się jednak osiągnąć tylko na dwa lata i teraz znów muszą startować wcześnie.

Nazwiska w składzie Crvenej zvezdy mogą robić wrażenie, tak że nawet plotki łączące Dušana Tadicia z tym klubem nie brzmią zupełnie nierealnie. Zobaczymy, czy w tym przypadku przełoży się to na konkrety. Aby ten zawodnik zagrał z Lechem, musiałby zostać zgłoszony do wtorku włącznie. Jednak nawet bez niego siła rażenia Serbów jest potężna. Z drugiej strony, trudno o weryfikację, kiedy co tydzień grają oni bardzo łatwe dla siebie mecze. Takich pojedynków jak ten z Lechem, kiedy Crvena zvezda jest faworytem, ale nie murowanym, nie mają zbyt wiele. W poprzednim sezonie albo mieli bardzo łatwo (w lidze), albo bardzo trudno (w Lidze Mistrzów).

Lech wykonał już cel minimum, ale nie musi na tym poprzestawać. Do tej pory z rywalami mniej więcej porównywalnymi z Crveną zvezdą, czyli ze Spartą, Basel i Qarabağem, odpadał. Teraz także byłaby mowa o niespodziance, gdyby wyeliminował mistrza Serbii.

Udostępnij:

45 komentarzy

  1. Jeśli biorą wolne PRZED meczem z Lechem to moim zdaniem są mocno pod formą i są pełni obaw o dwumecz. Nie ze względu na formę Lecha, tylko ze względu na swoją własną… a to dobra wiadomość dla piłkarzy z grodu Przemysława.

    Liczę, że Lech zagra taki mecz jak niemal rok temu z Legią. Że nie będą popełniać głupich błędów i że zdołają wygrać u siebie (kursy bukmacherów wskazują, że wygrana gospodarzy pierwszego meczu nie będzie jakąś sensacją).

  2. Martwi forma Rakowa. Z Radomiakiem kolejny fatalny mecz, a przecież jak chcemy chociaż te 3 kluby na jesień to muszą przejść nie tylko Hajfę, ale też jeszcze jedną rundę. Nie widzę tego szczerze mówiąc. Ani u Rakowa ani u Jagiellonii. Nie wiem po co się tak napalamy na 3-4 kluby, skoro nie ma do tego za bardzo podstaw? Lecha już mamy, Legia też powinna dać radę, choćby samym doświadczeniem, ale w pozostałą dwójkę nie wierzę. Poza Legią nikt z naszych nie przeszedł skutecznie eliminacji do LK (a to też było bardzo szczęśliwe awanse), jakie niby argumenty, że to się uda aż dwóm słabszym zespołom?

    1. @Zbyszek To jest najsłabszy Raków od kiedy Papszun wrócił do Częstochowy. Coś się papszuło…
      Miejmy nadzieję że Maccabi jest jeszcze słabsze.

      1. Dlatego dziwią mnie te przewidywania, że wprowadzimy całą czwórkę do fazy ligowej. Przecież to nierealne. Ani po Rakowie, ani po Jadze nie widać, aby były w stanie to zrobić. Poza tym:
        – chyba żadna liga spoza top10 nie wprowadziła do głównej fazy rozgrywek kompletu drużyn
        – na razie z polskich drużyn tylko Legia była w stanie przejść eliminacje pomyślnie.
        Te 4 drużyny to skrajnie nierealistyczne myślenie życzeniowe. Na ten moment liczę, że Legia awansuje chociaż do LK i na nic więcej się nie nastawiam.

        1. Lech przeszedł kwalifikacje LK w sezonie grypowym.
          Austria kiedyś miała 4/4, chyba w sezonie 2010/11, wcześniej Rumunia miała 3/3. No i Liechtenstein miał 1/1 😉

          Nie wiem, czy Raków zagrał najmocniejszym składem, ale zgadzam się, że nie są w wysokiej formie i nawet z Żyliną mieli trochę szczęścia. Kontuzje kluczowych graczy są aż nadto widoczne. Dobrze, że mają rywala, który sam jest w kryzysie.

          1. Lech wszedł przez eliminacje jeszcze do Ligi Europy, w ostatnim sezonie przed wprowadzeniem Ligi Konferencji. Sito było gęste, eliminacje wymagające. Lech wygrał na wyjazdach z; Hammarby, Apollonem i Charleroi.

            Austria miała komplet w sezonie 2009/10 (wszystkie zespoły w Lidze Europy).

      2. 3 zespoły są jak najbardziej w zasięgu. Maccabi Hajfa czy Silkeborg to nie są jakieś tuzy, nawet buki delikatnie wskazują, że polskie drużyny powinny dać radę. Co do 4 rundy to jutro zobaczymy co się wylosuje, jeżeli trafimy na jakiś Klaksvik czy Rygę to chyba nie będziemy na straconej pozycji. To napisawszy wciąż uważam, że w tym sezonie top12 to max o co można realnie powalczyć, z drugiej strony top15 spokojnie powinniśmy obronić.

          1. Raków i Jaga to może nie są tuzy, ale do tej w tym sezonie w pucharach na 4 spotkania – 4 wygrane. Więc nie jest wykluczone, że dalej będą przepychać swoje spotkania. Tak jak wspomniałem powyżej, jeżeli bukmacherzy upatrują w polskich zespołach delikatnych faworytów w III rundzie eliminacji (ok 55% szans na awans Jagi oraz ok 65% szans na awans Rakowa) to czemu z góry odbierać szanse polskim zespołom na awans.

          2. Nie przywiązywałbym się za bardzo do wyników w lidze. Nasze zespoły najczęściej zupełnie inaczej grają w lidze, a inaczej w Europie.

          3. Spokojnie – Raków wymienił cały środek pola. Jaga też dużo zmian. Musi to tak wyglądać – ale z meczu na mecz będzie lepiej…

  3. Forma obu drużyn pozostaje zagadką – nie wiem, jaki Lech, a tym bardziej zvezda się „wylosuje” w środę. Lech ma tę komfortową sytuację, że „może”, ale chyba w zgodnej opinii – nie „musi”.
    To banał, ale takie dwumecze potrafią się różnie ułożyć – czasem szybka bramka, czerwo, kontuzja potrafią zdefiniować całe 180 minut. Tu upatruję pewnej szansy Lecha – jak np. Legia ze Slavią swego czasu grając 11 na 10.
    Rankingowo: każde zdobyte punkty w tym dwumeczu uznam za dobry wynik.
    Kibicowsko: fajnie, żeby nie przegrali u siebie i była nadzieja na jakieś cuda w rewanżu.

    1. Porównałbym to starcie do Legii z Celtikiem w 2014 roku. Wówczas też nikt się nie spodziewał awansu, a niektórzy eksperci wieszczyli nawet, że Celtic zgwałci Legię. Wylosował się jednak bardzo słaby Celtic, który później nie poradził sobie nawet z Mariborem.

      Crvena chyba nie jest w aż takim dołku, ale jeżeli uda się u siebie osiągnąć korzystny wynik, to może, może…

  4. Jeśli Lech ma ambicje wejść do LM, nacieszyć się nią, i dać nam fajne emocje, to takiego serbskiego hegemona trzeba po prostu przejść.

    1. Lech ma ambicje wejść, pytanie czy na ten moment jest gotowy. Moim zdaniem średnio.
      To nasze podejście nr 4 do LM, każde poprzednie w zasadzie oddaliśmy 'walkowerem’, najmniej wstydu było w 2015 (vs. Bazylea), ale też bezdyskusyjna porażka. Tu do przyjęcia będzie odpadnięcie po fajnej walce, no i oczywiście całokształt eliminacji zdefiniuje również ostatnia runda. Powrót do LK to jednak byłaby słabizna dla mistrza ligi top 15.

      1. Nigdy nie będzie dobrego momentu. Zawsze są jakieś deficyty. Trzeba brak byka za rogi 🙂 Legia swego czasu w eliminacjach przeszła Slavię i Bodo, również lokalnych hegemonów. Wierzę, że będzie dobrze!

      2. Może to już ten moment. Mam wrażenie że ubiegły sezon był przełomowy w polskiej piłce. Przechodzimy od „puchary to pocałunek śmierci” do puchary to norma.

        Lech sprawia wrażenie że w końcu nie kalkuluje tylko idzie na całość na dwóch frontach.

    2. Sądzę że lepiej dla Lecha jak i polskiej piłki aby Lech trafił do Ligi Europy a nie do Ligi Mistrzów. LM to po prostu za wysokie progi dla Polskich klubu, na chwilę obecna każdy polski klub który tam by się dostał to prawdopodobnie przegrał by tam wszystkie mecze, więc lepiej żeby miał jakąś szansę na wygraną z kimś w LE niż od każdego dostawać baty w LM, przynajmniej w LE może jakieś punkty do rankingu zdobyć a w LM marne na to szanse.

      1. @Pawel Nie zgadzam się że LE jest lepsze niż LM. W LM dostajesz gwarantowane 6 pkt. A wygrać trzy mecze w fazie ligowej LE jest trudno.
        W tym sezonie powinniśmy mieć co najmniej jedną drużynę w LE. Sądzę że może być duże rozczarowanie wynikami polskich klubów w LE, a więc i punktowaniem. Nie ma w LE Petrocubów, Mińsków i Topoli. Jedna Ryga uchowała się w zeszłym roku z ścieżki mistrzowskiej. Co będzie jak nabijanie łatwych punktów w LK się skończy?

        1. Jeśli Lech przejdzie Crveną i potem Bazyleę lub Dynamo, to nie będą skazani na pożarcie w fazie ligowej LM. Ja bym oczekiwał od mistrza Polski, że w rywalizacji z takimi drużynami będzie toczyć wyrównaną walkę.

          I zgadzam się, że LK dla Lecha będzie poniżej oczekiwań.

        2. Taki Elfsborg wszedł sobie do Ligi Europy ze ścieżki ligowej i swoje punkty urwał. No ale w Polsce jak widać nadal się nie da. A niektórzy tutaj snują plany o Top6.

          Myślę, że wcale nie będzie tak źle w tej Lidze Europy. Jak również pewnie nie będzie szczególnie dobrze. Mimo wszystko próba nawiązania walki o Top24 jest w zasięgu Lecha i Legii. Nie wywieszałbym białej flagi przed rozgrywkami.

          A Liga Mistrzów oczywiście korzystniejsza. Finansowo inna bajka i punktowo 3 zwycięstwa na start. Też nie jest tak, że musi skończyć się zerem na koncie. Jest przecież ten jeden mecz u siebie z zespołem z 4 koszyka, a i z 3 można wylosować rywala w zasięgu.

          1. Teraz patrzę, że nawet RFS skubnął zwycięstwo i 2 remisy w Lidze Europy. Ale tutejsi chojracy, którzy uważają, że Top12 to nasze minimum, nadal woleliby nie wyściubiać nosa poza Ligę Konferencji.

          2. Rankingoza to groźna choroba, która dopadła już bardzo wielu ludzi. Chorzy na nią chcą budować potęgę Ekstraklasy na samym rankingu, zapominając o finansach. Niewykluczone, że na przestrzeni jednego czy dwóch sezonów odtrąbią sukces, ale okopując się w LK odjedzie nam wiele zespołów, które zarobią w LM czy LE i po prostu sobie wyeliminują nasze zespoły niezależnie od rozstawienia.
            Podstawy zostały zbudowane, wygrzebaliśmy się z rankingowego bagna i wystarczy. Teraz czas na poważniejszą monetyzację pucharów, a do LK zapraszamy tylko drużyny, które potrzebują zbudować ranking klubowy.

          3. Pix, ale – za przyproszeniem wszystkich – pierdolisz 😀 Wymień chociaż z pięć zespołów, które „zarobią w LM czy LE i po prostu sobie wyeliminują nasze zespoły niezależnie od rozstawienia” – no dalej, bądź konkretny 🙂

          4. To mam być konkretny czy gdybać kto kogo wyeliminuje?
            Zacznijmy od tego, co dzieje się choćby dzisiaj, mimo rozstawień musimy liczyć na łaskawy podział na grupy, bo i tak wśród nierozstawionych drużyn jest sporo takich, które wygrałyby z polskimi drużynami.

            Powyższe zapewne Cię nie usatysfakcjonuje więc dobrze, wymienię Ci takie drużyny, chociaż pewnie będziesz miał masę uwag, bo będziesz inaczej widział potencjał danej drużyny. Co oczywiście jest dyskusją jałową, bo ani Ty ani ja 99% tych drużyn nie oglądamy.

            Drużyny, które aktualnie są w el. LM/LE Rijeka, Genk, Pafos, Malmo, Lugano, Servette, Midtjylland, Karabach
            Drużyny, które w tamtym sezonie zarobiły więcej od Legii i nie zostały ujęte wyżej: FCSB, PAOK
            Zbiorczo drużyny duńskie, szwedzkie, austriackie

            Pomijam oczywiście drużyny, które już na dziś wydają się być faworytami z Lechem czy Legią.

            Sprawa pochodna od występowania w LM i LE to również kwoty transferów wychodzących, które mamy zdecydowanie najniższe wśród naszych rankingowych sąsiadów.

          5. @Pix

            Niestety tak jest. Dla wielu celem gry w pucharach stało się wygrywanie meczów pokroju rewanżu Lecha z Breidablikiem. Tacy kibice nie mają żadnych ambicji poza podniesieniem punktów do rankingu w meczach o pietruszkę. Przed silniejszymi od razu wywieszają białą flagę, bo przecież marne szanse na zdobycze punktowe.

            Woleliby grać tylko w Lidze Konferencji, byle tylko zająć jak najwyższe miejsce w rankingu UEFA.

            Najwymowniejszy jest fakt, że gdy spekulujemy o szansach naszych klubów i porównujemy ich siłę z rywalami, to posiłkujemy się rankingiem OPTA, ELO, kursami bukmacherskimi, czy nawet wycenami z transfermarkt. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ocenia siły danego klubu na podstawie jego współczynniku UEFA. Tyle realnie wart jest ten ranking.

            Jasne, rozstawienie daje jakąś przewagę, ale ta przewaga nie jest aż tak duża, jak się wielu wydaje i realny wpływ rankingu na wyniki w pucharach jest dużo mniejszy, niż się powszechnie uważa.
            Raków rozstawiony nie jest, a być może będzie miał łatwiejszą drogę do fazy ligowej, niż Legia Warszawa i Jagiellonia. I tak – nie zawsze tak jest, ale fakt, że zdarza się to względnie często.

            Tak naprawdę wystarczy jeden dobry sezon (casus Jagiellonii) i jesteś już nad kreską. Jak masz solidną bazę, to do pucharów i tak wejdziesz.

            Teraz wyobraźmy sobie, że celem gry w Mistrzostwach Europy czy Mistrzostwach Świata jest osiągnięcie jak najwyższego miejsca w rankingu FIFA. To już zakrawa o paranoję.

          6. Pix i Głos Rozsądku – chyba się nie zrozumieliśmy… Ja też nie uważam, jak niektórzy, że trzeba „sztucznie spadać” do LK, bo tam są punkty. W życiu! Trzeba zawsze grać o najwyższe cele. I sportowe, i finansowe.
            Co mną zatrząsło, to stwierdzenie Pixa, że ktoś wpadnie na sezon do LM czy LE i już się tak zbuduje finansowo, że będzie bez problemu zamiatał polskie drużyny pod dywan… Nie, jednorazowe wybryki bardzo rzadko przynoszą taki efekt. Aby liczyć się w dłuższej perspektywie, trzeba ciągłości i konsekwencji.

          7. Wbiliśmy się do czołowej 15. POMIMO niskiego rankingu. Zatem to nie dzięki rankingowi zanotowaliśmy wzrost. Ranking natomiast może (ale nie musi – vide Serbia) być katalizatorem przemian. W naszym przypadku wygląda na to, że tak to działa. Że liga całościowo się wzmocni, choć jeszcze (?) nie popłynął do nas słynny strumień pieniędzy z UEFA.

            W tym momencie, jeśli wszystko pójdzie dobrze, będziemy działać dwutorowo. Po pierwsze wewnętrzne inwestycje, po drugie pieniądze z UEFA, po trzecie lepsza promocja piłkarzy, klubów, co też przekłada się na finanse oraz możliwości klubów.

            To może działać jak koło zamachowe. Rosnąca pozycja w rankingu oznacza łatwiejszy awans (lub nawet jego gwarancję), co ułatwia przygotowanie budżetu na transfery, co sprawia, że wyniki w pucharach będą lepsze, co przekłada się na lepszą pozycję w rankingu, co oznacza łatwiejszy awans itd.

            Gdy nie działa to całościowo, to mamy Serbię, czy Szkocję, gdzie jeden-dwa zespoły nie są w stanie udźwignąć całości. Mając 4 ekipy na poziomie czeskich dominatorów, jesteśmy w stanie osiągnąć poziom miejsc 6-9 i w zależności od pomyślności w losowaniach być w nich wyżej lub niżej. Oczywiście w perspektywie 5-10 lat.

          8. Żeby nie być gołosłownym – weżmy rozgrywki 2023/24 pod lupę… Kto grał w LM wówczas? Na przykład Kopenhaga i Royal Antwerp. Czy zbudowały dzięki temu swoją siłę i cała Polska drży, żeby nie trafić na te drużyny? Może trochę, ale sezon później jedna trafiła, z wiadomym skutkiem 😉
            W LE jeszcze ciekawiej, kto tam grał… Hmmm… np. Aris Limassol, Maccabi Hajfa, Sheriff Tiraspol, no i… stary/nowy znajomy – Baćka Topola 🙂
            Jakie z tego wnioski?

          9. @ ale ja przecież tez nie miałem na mysli, że ktoś zarobi w jeden sezon. Przecież to było w zdaniu mówiącym o okopaniu sie w LK, więc to stwierdzenie zakłada kilka sezonów.

      2. W jaki sposób lepiej jest trafić Lechowi do LE niż LM? LM to atrakcyjni przeciwnicy i duża kasa dla klubu. Kibic nie chodzi na mecze – z powodu punktów w rankingu. Przynajmniej nie głownie z tego powodu 😛

        1. kibic z bardzo roznych powodów chodzi na stadion. Jeden dla swojej druzyny, drugi dla przyjednej ( czyli na rywala). Jeden na lige, drugi na puchary. Jeden ma karnet drugi okazjonalnie. Jeden dla opraw i tematu kibicowskiego, drugi bardziej dla sportu i ogladania pilki na zywo. Jeden bo to modne pokazywać fotki ze stadionu, drugi bo kocha ten sport. Itd.
          A z powodu tylko rankingu to chyba nikt nie chodzi na stadiony:)

  5. Nie zgadzam się, taki model funkcjonowania ligi z 1-2 dominatorami nie przetrwa próby czasu. Świadczą o tym właśnie przykłady Serbii, Chorwacji, Szkocji czy Słowacji. Nie bez powodu te kraje są w rankingu za nami. Nawet pojedyncze występy klubów z tych krajów w LM nie zasypią rankingowej „dziury” do federacji z ligami bardziej wyrównanymi (Austria, Skandynawia, Polska). Model równomiernego podnoszenia poziomu ligi jest zdecydowanie lepszy.
    A jeśli już dojdzie kiedyś w Polsce do ukształtowania się „hegemonów”, to módlmy się, żeby było ich co najmniej 3-4, a nie 1-2.

      1. W Top5 nie ma tak wielkich różnic w wartości między hegemonami, a kolejnymi drużynami. Jak weźmie się pod uwagę jeszcze to, że zawodnik zostający piłkarzem takiego Bayernu czy RM z miejsca zwiększa swoją wycenę, to ta różnica w jakości robi się jeszcze mniejsza.
        W Chorwacji, Serbii, Słowacji czy Szkocji między topem, a 2-3 drużyną różnica w wycenie wynosi x4 albo więcej.

        1. No i te różnice w top5 często nie wynikają ze słabości reszty ligi, tylko z ekstremalnie wysokiego poziomu tychże hegemonów.

      2. Różnica między top2 w Hiszpanii nie jest tak kolosalna jak np. w Szkocji, o Serbii nie wspominając. Natomiast tam są dominatorzy wśród potentatów, a nie wśród przeciętniaków.

  6. Liga serbska jako całość jest słabsza niż polska, nasze zespoły 2-18 są lepsze niż ich, widać to było w ostatnim roku, kiedy Legia, a potem Jagiellonia dosyć łatwo radziły sobie z ich zespołami nr 3, Backą Topolą, a ostatnio Novim Pazarem. Niestety jednak ich mistrz jest znacznie ponad naszym mistrzem i dlatego oni grają w LM, a my od dawna nie. Brutalna prawda – jak nie jesteś w TOP10 lig, to żeby grać w LM musisz mieć hegemona takiego jak Crvena. Liga, w której jest jedna potęga, a reszta to półamatarzy ma 100 razy większe szanse na LM niż liga taka jak nasza – niezła, ale zbyt wyrównana. A potem zwykli ludzie narzekają jaka ta nasza liga słaba, czemu Serbowie, Słowacy, itp. mogą grać w LM, a my nie? No właśnie dlatego. Tak samo jest na Słowacji – co z tego, że nawet polski pierwszoligowiec był w stanie wyeliminować ich czołową drużynę, skoro to oni mają potęgę w postaci Slovana i to oni grali w LM, a nie my? Problemem tak naprawdę jest wielkość naszego kraju. Mamy dużo dużych miast i dzięki temu też dużo dużych klubów o ambicjach mistrzowsko-pucharowych. Słowacja, Węgry, Serbia, Chorwacja, Czechy tego nie mają – jest jedno wielkie miasto, zazwyczaj stolica i 1, max. 2 duże kluby. W takich warunkach bardzo łatwo jest mieć takiego hegemona, który jest w stanie awansować do LM. Przecież w takiej Serbii ich drugie miasto jest mniejsze niż Białystok, który u nas jest dopiero na 10 miejscu. W Serbii są tylko 4 miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, w Polsce – 37. To jest właśnie to. W Polsce – większa siła, większa jakość, większa kasa niż w innych ligach, ale rozłożona na wiele klubów; w Serbii, Słowacji, Czechach, Węgrzech, Chorwacji, itp. mniejsza siła, jakość, kasa, ale w większości posiadana przez jeden potężny klub. I jeśli celem jest tylko LM, to ten drugi model jest znacznie bardziej skuteczny.

      1. Wiesiek, zgadzam sie z Tobą. W perspektywie kilku lat systematyczne poprawianie poziomu funkcjonowania naszych klubów idzie do góry i musi to przynieść korzyści.

        Co więcej na dziś w naszych głowach wciąż nie dociera do mnie zresztą też, ze jestesmy tuż przed ewolucja naszej ligi, wkrótce będziemy mieć 5 drużyn z czego dwie w eliminacjach LM. Dalej kolejne awanse przyniosą starty z późniejszych etapów a w konsekwencji start mistrza z fazy grupowej LM.

        Ten mecz niczego nie zmienia jesli chodzi o perspektywę dalekosiężną, moze tylko nieco zmienić nastrój nas, kibiców.

        Te rzeczy już się dzieją na naszych.

        Powiem ci, że mi ciężko będzie sie przyzwyczaić do tej zmiany ze 5 drużyn startuje tak bardzo mój mental utkwił się w postrzeganiu ligi jako ligi utkwionej w dole regularnie przegrywającej swoje mecze w eliminacjach.

    1. ’Ja tam wolę żeby nie było hegemonów i mieć ciekawe projekty i walkę i mieć np. dwa razy ćwierćfinał LKE niż raz fazę ligową LM ale właśnie bez sukcesów i z nudą.
      Chociaż np. Czesi

    2. W Polsce mogły już być względnie „potężne” kluby, czyli Lech i Legia, ale z omawianych tu tysiąc razy powodów nie są żadnymi dominatorami.
      Natomiast przykłady Serbii i Słowacji są o tyle chybione, że:
      Serbia – układ de facto mafijny w lidze, dziwaczne powiązania władzy i piłki, właściwie Rosja w pigułce. Czegoś takiego na pewno u nas nie chcemy.
      Słowacja – tak, jest dominator, ale rok temu ugrał w LM równe 0 pkt., tylko 1 mecz udało mu się przegrać różnicą jednego gola. Taki występ polskiej drużyny byłby przyjęty jako rzeźnia.

      Wiem, że dopiero powoli i mozolnie zaczynamy to pokazywać, ale Polska serio ma bardzo fajną demografię i geografię pod silną ligę top 10-top 15, która będzie jednocześnie atrakcyjna sama w sobie i silna w Europie. Mamy dużo większych miast, stolica jest tylko 2x większa od kolejnych największych, do tego obecnie polski top to konglomerat dużych miast i ciekawych projektów z miast średnich. No i piłka jest ewidentnie sportem nr 1, a takiego luksusu nie mają np. ligi w Austrii, Norwegii czy nawet Czechach.

    3. @Zbyszek

      Slovan wcale nie jest mocniejszy, niż mistrz Polski. To, że zagrał w Lidze Mistrzów to zwykły zbieg okoliczności. Tak samo jak Sheriff. Raz na jakiś czas zdarza się mniejsza lub większa niespodzianka.

      A jeżeli uważasz, że lepiej mieć 2 hegemonów, niż równą ligę, to spójrz na LaLiga i Premier League 10 lat temu i teraz.

      To bardzo dobrze, że Ekstraklasa jest wyrównana, bo dzięki temu ma szanse organicznie urosnąć do poziomu, który byłby nieosiągalny przy dużym rozwarstwieniu.

      Wystarczy, że z Crvenej lub Slovana wycofa się majętny sponsor i całe rozgrywki szorują po dnie.

      Zresztą to samo jest z gospodarkami krajów. Oczywiście, że lepiej żyć w Danii, czy na Islandii, niż w Stanach Zjednoczonych. USA mają gigantów technologicznych i miliarderów, ale też olbrzymi problem z ubóstwem i przestępczością. Większość obywateli w ogóle nie jest beneficjentami siły gospodarczej tego kraju.

      To w ogóle nie jest temat do dyskusji. Korzyści płynące z wyrównanych rozgrywek zdecydowanie przewyższają te płynące z posiadania wąskiej czołówki. Zwłaszcza w perspektywie długoterminowej.

      Nie przejmowałbym się aż tak tą Ligą Mistrzów. Uważam, że w ciągu 10 lat zagramy tam ze 2-3 razy.

      1. Pełna zgoda,

        Ja idę uważam, że w perspektywie 2-3 sezonów będziemy regularnie w LM, jeśli UEFA nie popsuje nam zabawy.

        tak więc od 2027 roku do 2037 będziemy z 7 razy w LM bo będziemy automatyczny awans :).

        1. być może i będziemy. Ale nie przez to, ze nasze najlepsze zespoły dołączyły do półki wyżej, tylko przez ranking.
          Oczywiście, nie ma w tym nic złego. To też trzeba sobie jako liga wypracować, nie ma nic za darmo.

          Natomiast kluczowe jest co z korzyściami płynącymi z tych awansów się zrobi. Czy wniesie to klub na wyzszy poziom, czy będzie tylko nic nie znaczącym epizodem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *