Lausanne

Lausanne-Sport – szwajcarski średniak z udanymi występami w LK

W czwartej kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji Lech Poznań zagra z FC Lausanne-Sport. Historia spotkań ze Szwajcarami nie jest dla nas korzystna, ale jest szansa, że tym razem uda się dopisać do niej pozytywny rozdział.

Poprzednie rywalizacje

W ostatnim sezonie nie poszło nam najlepiej ze Szwajcarami, choć nie przeszkodziło to w zakończeniu okresu pięcioletniego w rankingu krajowym wyżej od nich. Z ostatnich ośmiu meczów wygraliśmy tylko jeden, a 3:2 Śląska z St.Gallen i tak nie wystarczyło do odrobienia strat z wyjazdu. Legia z kolei nie potrafiła utrzymać prowadzenia z Lugano i przegrała po dwóch stałych fragmentach.

1971/72 I runda PUEFA FC Lugano Legia Warszawa 1:3, 0:0
1981/82 II runda PZP Legia Warszawa FC Lausanne-Sport 2:1, 1:1
1982/83 II runda PUEFA Śląsk Wrocław Servette FC 0:2, 1:5
1986/87 II runda PZP GKS Katowice FC Sion 2:2, 0:3
2002/03 I runda PUEFA Servette FC Amica Wronki 2:3, 2:1
2005/06 II runda el. PUEFA Grasshopper Club Wisła Płock 1:0, 2:3
2005/06 II runda el. PUEFA Legia Warszawa FC Zürich 0:1, 1:4
2006/07 Faza grupowa PUEFA Wisła Kraków FC Basel 1893 3:1
2008/09 II runda el. PUEFA Lech Poznań Grasshopper Club 6:0, 0:0
2015/16 III runda el. LM Lech Poznań FC Basel 1893 1:3, 0:1
2015/16 Faza grupowa LE FC Basel 1893 Lech Poznań 2:1, 1:0
2024/25 III runda el. LK FC St.Gallen 1879 Śląsk Wrocław 2:0, 2:3
2024/25 Faza ligowa LK Legia Warszawa FC Lugano 1:2

Ze wspomnianej serii meczów większość należała do Lecha, który przegrał wszystkie cztery mecze z FC Basel w ramach jednego sezonu. Wcześniej rozbił Grasshopper Club aż 6:0, co było jednym z jego świetnych występów w pamiętnym sezonie w Pucharze UEFA. Z kolei mecze Lausanne z Polakami to bardzo odległe czasy, dwumecz z Legią odbył się 44 lata temu i, tak jak ten Lecha z Grasshopperem, należał do nielicznych, kiedy polski klub zdołał wyeliminować szwajcarski.

Ostatnie 5 lat i obecny sezon w pucharach

Lausanne wróciło do pucharów po 15 latach. Również w 2010 roku potrafiło zaskoczyć i awansować do fazy grupowej, wówczas po rzutach karnych z Lokomotiwem Moskwa. Teraz jego głównym osiągnięciem było wyeliminowanie Besiktasu, choć ten klub od pewnego czasu straszy głównie nazwą i nie osiągnął w pucharach nic szczególnego. Wcześniej Lausanne pewnie wyeliminowało Vardar Skopje i FK Astana.

Forma i terminarz

Szwajcarzy rozpoczęli fazę ligową Ligi Konferencji od dwóch zwycięstw, jednak ich rywalami były znacznie niżej notowane zespoły Breiðabliku i Ħamrun Spartans. Dopiero w trzeciej kolejce grali z kimś o poziomie bardziej porównywalnym do naszego, czyli z Omonią. Również i ten mecz mogli wygrać, choć zaczęli od stanu 0:1, ich gol padł po dwóch rykoszetach, a Cypryjczycy mieli jeszcze dwa nieuznane trafienia. Już po czasie doliczonym Lausanne otrzymało rzut karny za zagranie ręką, jednak strzał w środek bramki został odbity nogami przez bramkarza. W takich okolicznościach remis 1:1 był bolesny dla Lausanne, choć trzeba przyznać, że mieli dużo problemów z kontratakami gości i mogli ten mecz nawet przegrać wcześniej.

Ostatnio w lidze też nie wiedzie im się najlepiej. Przed przerwą reprezentacyjną zremisowali 2:2 ze Sionem, a dziś przegrali 0:1 z St.Gallen. Przez długi czas mecz był wyrównany, jednak tuż przed końcem Lukas Görtler z FCSG dostał czerwoną kartkę za drugą żółtą i wydawało się, że Lausanne będzie mieć od tego momentu łatwiej. Trochę tak było, ale nie potrafili pokonać bramkarza Lawrence’a Atiego Zigiego, który popisał się kilkoma znakomitymi paradami. Pod koniec Lausanne było już mocno wysunięte do przodu i jeszcze bardziej ucierpiało przez kontrataki. Za pierwszym razem było to tylko ostrzeżenie, bo gol Aliou Baldé nie został uznany z powodu minimalnego spalonego, ale minutę później Karim Sow przy wykonywaniu wślizgu zagarnął piłkę ręką i sprezentował rywalom rzut karny. Tym samym Lausanne przegrało 0:1 mecz, który spokojnie mogło wygrać i może grupa mistrzowska jeszcze mu nie odjechała, ale istnieje coraz większe prawdopodobieństwo, że w drugiej części sezonu pogra już tylko o utrzymanie.

# Drużyna RS Z R P BZ BS RB Pkt.
7 14 4 6 4 28 24 +4 18
8 14 5 2 7 21 27 -6 17
9 14 4 4 6 25 22 +3 16
10 14 4 3 7 22 27 -5 15
11 14 3 5 6 19 28 -9 14

źródło fragmentu tabeli: uefa.com

Miasto i stadion

Lozanna znajduje się we francuskojęzycznej części Szwajcarii i jest stolicą kantonu Vaud. Mieści się tam m.in. siedziba MKOl i Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu. Oprócz tego jest znana z winnic, ogrodu botanicznego i katedry Notre Dame. To jedyne miasto w Szwajcarii, w którym funkcjonuje metro.

Lausanne, Genfersee | View over Lausanne with cathedral, lak… | Flickr

fot. flickr.com

Stade de la Tuilière to dość nowy stadion w Lozannie, działający od 5 lat. Położony jest tuż przy tamtejszym lotnisku. Trybuny są strome i jednopoziomowe, a znajdują się bardzo blisko boiska, które pokryte jest sztuczną nawierzchnią. Wraz ze stadionem powstało wielkie centrum treningowe z 9 boiskami piłkarskimi, a także obiektami lekkoatletycznymi.

commons.wikimedia.org

Zespół

Lausanne ma międzynarodowy skład. Zwykle od pierwszej minuty występuje trzech Szwajcarów, z których żaden do tej pory nie zbliżył się do występów w reprezentacji.

Ten zespół występuje w strukturze bez typowych skrzydłowych, a tę rolę najczęściej przejmują boczni obrońcy, czyli Brandon Soppy i Sekou Fofana. U trzech zawodników środka pola przeważają akcenty defensywne, a czołowymi zawodnikami tej formacji są kapitan Olivier Custodio i Jamie Roche. Za kreowanie gry odpowiada Francuz z dużym doświadczeniem w Ligue 1, czyli Florent Mollet, jednak przyszedł on do Lausanne zbyt późno, by mógł zostać zgłoszony do Ligi Konferencji. W związku z tym ciężar gry w ofensywie może rozkładać się przede wszystkim na dwóch napastników – Theo Baira i Gaoussou Diakité.

Mimo wielu zmian po nieoczekiwanym sukcesie w zeszłym sezonie, jakim było zajęcie piątego miejsca, Lausanne wciąż jest mocne przede wszystkim w ofensywie, co pokazało m.in. w meczach z Young Boys (5:0) i Basel (5:1). Jak wspomniano wyżej, w ostatnich meczach nie wyglądało już tak dobrze, a ryzykowna gra tworzyła przeciwnikom wiele miejsca do kontrataków, co skończyło się dla przeciwnika Lecha mało satysfakcjonującymi wynikami. Szczególnie niepewny w meczach z Omonią i St.Gallen był stoper Karim Sow, choć jest to podstawowy stoper Lausanne, który zwłaszcza w poprzednim sezonie miał znakomite statystyki wygranych pojedynków w defensywie.

Trenerem Lausanne jest Niemiec Peter Zeidler, w przeszłości długo związany z St.Gallen, z którym do tej pory nie jest w stanie wygrać. Ma za sobą także epizod w Salzburgu, jak również w Bochum, jednak poszło mu tam wyjątkowo źle i po 7 porażkach w 8 meczach został zwolniony. Przede wszystkim jednak okres w St.Gallen świadczy na jego korzyść, drugie miejsce w lidze i finał krajowego pucharu to ponadprzeciętne rezultaty jak na ten klub, będący zwykle tylko w środku tabeli. To po nim Enrico Maaßen przejął klub w 2024 roku i wyeliminował Śląsk Wrocław. Teraz z kolei Zeidler przejął Lausanne po Ludovicu Magninie i widać, że będzie mu trudno dorównać poprzednikowi, jeżeli chodzi o osiągniecia ligowe, za to w pucharach prezentuje się do tej pory bez zarzutu.

Podsumowanie

Lausanne to w pewnym sensie podobny klub do St.Gallen, to znaczy jest kojarzony najczęściej ze środkiem tabeli ligi szwajcarskiej, choć zdarzały się też spadki, a ostatni całkiem niedawno, w związku z czym wrócili do najwyższej ligi raptem dwa lata temu. To głównie dawniejszym czasom zawdzięcza dość wysokie, 6. miejsce w tabeli wszech czasów, zresztą o jedno wyżej niż St.Gallen.

Nie jest to zatem klub, który byłby kojarzony z udziału w europejskich pucharach, a na pewno nie jest to potentat, jakim były Basel czy Young Boys. W ostatnich latach nie był to nawet klub aspirujący do czołowych miejsc, jak Lugano czy Servette. Wynik z zeszłego sezonu był raczej ponad stan, dobra postawa w Lidze Konferencji również jest powyżej oczekiwań. Lausanne przegrało w tym sezonie tylko jeden mecz pucharowy – na inaugurację z Vardarem na wyjeździe, jednak potem radziło sobie zarówno ze słabszymi od siebie, jak i z teoretycznie wyżej notowanym Besiktasem.

W poprzednim sezonie nie poszło nam ani ze szwajcarskim zespołem aspirującym (Lugano), ani z tamtejszym średniakiem (St.Gallen). Potrzebne jest przełamanie, aby sytuacja Lecha w Lidze Konferencji nie zrobiła się jeszcze bardziej skomplikowana.

Udostępnij:

55 komentarzy

  1. Napiszę to, co chyba wszyscy widzieli. Lech był wyjątkowo słaby. Gdyby wyciąć z meczu akcje bramkowe, puścić ten mecz komuś i spytać jaki typuje wynik końcowy, raczej nikt nie dałby choć jednego gola kolejorzowi. Lozanna powinna wygrać ze 4:0, jak Legia w Celje.

    Różnica taka, że jak Celje strzeliło na 2:1 to kontrolowało grę do końca. Lech tu nic nie kontrolował, grał katastrofalnie. I wygrał 2:0. Coś nieprawdopodobnego.

    Piłka nożna.

    To pierwszy mecz w tej fazie ligowej, gdzie wygrywa polski zespół choć zdecydowanie na to nie zasłużył. No i fajnie. Mamy już 1 do rankingu. I nie piszę nic więcej, żeby nie zapeszać.

  2. Warto dodać, że Lausanne w 2010 roku awansując do fazy grupowej Ligi Europy, grało w drugiej lidze szwajcarskiej. Dlatego wyeliminowanie Lokomotiwu było o wiele większą sensacją, niż mogłoby się wydawać. Do Europy dostało się jako finalista krajowego pucharu (porażka w finale z FC Basel 0:6), bo ówczesne zasady premiowały także finalistów.

    I nie był to jedyny przypadek, gdy zespół z drugiego poziomu w Szwajcarii grał w fazie grupowej Ligi Europy. Dokonał tego też FC Zurich w sezonie 2016/17 (sezon 2015/16 zakończył spadkiem z elity i zwycięstwem w krajowym pucharze).

    Teoretycznie w fazie grupowej Ligi Konferencji w sezonie 2022/23 grało jeszcze FC Vaduz, ale to trochę inny przypadek, bo oni miejsce w eliminacjach mają praktycznie z urzędu, jako zwycięzca pucharu Liechtensteinu.

    1. 3-0-1 też dobre, tylko szkoda tej Legii, zwłaszcza, że z Czechami… Może niech tam już Papszun zrobi porządek.

  3. Nasze kluby tak grają, że przewidywania wyników czwartkowych meczów jest trudniejsze niż przewidzenie pogody na marzec. Mogą zagrać świetną jedną połowę i kompletnie skaszanić w drugą.

    Oby więcej było tych świetnych, a co tam będzie to będzie.

    1. Niby wszystkie kluby są faworytami (według bukmacherów), oczywiście Legia minimalnym faworytem. Najłatwiej ma Jagiellonia.
      Przed startem fazy ligowej zakładałbym, że w tej kolejce punktem wyjścia będzie coś w rodzaju 2-2-0 (nie wiadomo jeszcze było, że Rapid będzie się prezentował tak beznadziejnie). Teraz to nie wiem… można się spodziewać naprawdę całej palety wyników. Od jakiegoś marnego 1-2-1 do 3-1-0, a nawet 4-0-0.
      Nie napiszę który wariant biorę w ciemno, bo jak ostatnio tak napisałem, to się sprawdziło, tyle że Lech przegrał z Lincolnem…

        1. No właśnie się sprawdziło….
          Legia wygrała z Szachtarem, Jaga zremisowała w Strasburgu, więc żeby się sprawdziło, to Lech musiał przegrać. Dlatego teraz nie będę pisał, żeby się nie okazało, że teraz „pech” trafi na Jagę 😉

    2. Patronus, Ty przewidywałes przed startem fazy ligowej „ultra optymistyczne” wyniki. Prawie każdy mówił, że to co piszesz to marzenie, a Ty ciągle upierales się przy swoim. Kiedy nasza czwórka wygrała wszystkie mecze w ekstraklasie? A Ty wyliczałes, że w LK będą jeszcze lepsze wyniki, i Turcję dogonimy…

      1. Możesz twierdzić, że to „ultra optymistyczne” wyniki, ale nie każdy musi znać się na piłce.

        Mamy bilans 4-4-4. Ja zakładałem 6-3-3. Czyli do mojej prognozy zabrakło jednej wygranej zamiast porażki (np. Lech na Gibraltarze) i jednej wygranej zamiast remisu (Raków w Ołomuńcu lub Jagiellonia w Macedonii). A wiemy jak potoczyły się mecze Lecha w Madrycie, albo Legii w Celje. W obu tamtych meczach polskie kluby przegrały na własne życzenie.

        1. Zauważ, że bilans 6-3-3 to tylko 0,75 więcej niż 4-4-4.

          Co do Turcji – tu „problem” nie leży po naszej stronie, ale wynika ze świetnej gry tureckich klubów. Mają bilans 8-1-2. Niezwykle skutecznie gra Galata w LM, na co nie wskazywał łomot 1:5 w I kolejce we Frankfurcie. Potem jednak przyszły wygrane z Liverpoolem i w Amsterdamie, nie są to wcale „oczywiste” wyniki. Dobrze punktuje też Samsunspor, ale najpierw przypadkiem wygrali w Warszawie (no nie mogłem we wrześniu przewidzieć, że rumuński trener okaże się sabotażystą), a potem sprali u siebie będące w głębokim kryzysie Dynamo Kijów oraz Maltańczyków, co było do przewidzenia.

          Praktycznie jedynie Fenerbahce z bilansem 2-1-1 w LE gra mniej-więcej to, czego można było się spodziewać.

          Zatem my mamy na koncie o jakieś 0,75 punktu mniej, ale Turcja zarobiła o jakieś 1,2 punktu więcej niż realnie można było się spodziewać. Nawet gdybyśmy zrobili „swoje” 6-3-3 to i tak nasza strata do Turków by wzrosła.

          Zobaczymy, jak będzie wyglądać druga połowa fazy ligowej w wykonaniu polskiego kwartetu. Rok temu to było 6-0-0 oraz 1-2-3. Oby w tym sezonie było odwrotnie i oby ta druga odsłona dała nam jeszcze więcej radości niż ta pierwsza.

          1. Turcja gra mniej więcej tak jak powinna grać liga z top 10. Może bardziej poprzednie sezony były skromniejsze w ich wykonaniu (a jeszcze w Europie kompletnie nie domaga Besiktas i muszą to łatać klubami spoza Stambułu).

            Tam jest naprawdę przeogromny potencjał i samo zakładanie, że możemy im zagrozić długoterminowo, pokazuje jak słabo go wykorzystywali w ostatnich latach.

          2. @Wojtek
            No nie do końca tak jak powinna grać liga z top10. Zauważ, że żaden ich klub nie przeszedł eliminacji. Galata miała pewną LM, Fenerbahçe przeszło 1 fazę eLM, ale odpadło w q4, Besiktas (niedomaga, jak napisałeś) odpadł z Szachtarem w q2LE 2:6 po 2 porażkach, w q3LK pokonali St Patrick’s Athletic FC, ale odpadli w q4 z Lozanną. Samsunspor odpadł w q4 Le z Panathinaikosem i gra w LK. I Basaksehir wygrał w eLK z Czerno Morem i Vikingiem, ale w decydującej fazie odpadł z Craiovą.

            Turcja to trochę taka Szkocja, gdzie są 2 silne ekipy i ze trzy zespoły na poziomie europejskiego średniaka.

            Nie pisałbym że Turcja gra jak liga z top 10. Raczej że grają na poziomie ligi z miejsc 9-12. Czyli na poziomie na jakim (mam taką nadzieję) polskie kluby będą grać za 2-3 lata, jeśli skorzystają z szansy, jaką zesłał nam los.

            O tym, że Craiova to nie jest wybitny rywal już się przekonaliśmy. Obyśmy w czwartek wieczorem dziwili się „jakim cudem Besiktas odpadł z tak słabą Lozanną?”.

            ==========

            Ach, jeszcze jedno. Pamiętaj o tym, że Galata dopiero co stała na skraju bankructwa i dopiero państwowe gwarancje (czyli po prostu miliony dolarów z państwowego budżetu) pozwoliły jej stanąć na nogi. Ale to wciąż gliniane nogi, bo jeśli państwowy kurek zostanie przykręcony, to kolos może runąć.

          3. Zgadzam się niemal w 0% xD Turcja to bardziej Holandia/Belgia niż Szkocja. Jasne, szczyt piramidy mają zdefiniowany, ale nie jest to szczyt tak niepenetrowalny jak u Szkotów czy Czechów. Mistrzostwo kraju dla Samsunsporu będzie niespodzianką, ale nie obłędną sensacją, tak jak 3 lata temu nie było dla Trabzonsporu. Do tego bardzo solidne grajki trafiają tam nie tylko do stambulskiego Big 3, ale także niżej – do Basaksehiru, Trabzonu, teraz Samsunu. Nawet Linetty gdzieś tam poszedł w odleglejsze czeluście, odrzuciwszy oferty Kopenhagi (i Lecha:)).

            Kwalifikacje Turków były jakie były, można to różnie interpretować bo my zapewne porażkę 1 golem z Benfiką w dwumeczu uznalibyśmy za dziejowy sukces:) W każdym razie na ten moment poważnego grania wyglądają naprawdę solidnie. Galata za godzinę wychodzi na Belgów atakiem Sane/Gundogan/Icardi… FML.

          4. Wojtek,

            To bardzo ciekawe co mówisz, ponieważ jakiś czas temu napisałem dłuuuugie posta odnośnie różnych lig na podstawie raportów z UEFY.

            To napisze tylko, że Turecka liga według raportu za 24 rok miała zadłużenie 1273 mln euro – to mniej więcej tyle ile łącznie wynoszą zadłużenia w Holandii(500mln), Belgii(500mln) i Szkocji (148).

            Zadłużonych klubów 19 – czyli również mniej więcej tyle ile w Holandii (5), Belgii (9) i Szkocji (2) razem.
            Więc ta liga do żadnej z wymienionych nie jest podobna,
            Dodatkowo bilans zadłużenia/aktywów już dawno przekroczył dopuszalną linię. (-766 mln)

            W Turcji w perspektywie kilku lat jak zaczną notować słabsze wyniki to będzie wielkie pierdyknięcie.

            Jeżeli chodzi o jakieś inwestycje w młodzież infrastrukturę, Turcy proporcje minut według wieku mają taką jak mają Grecy : Czyli mocno w zawodników >30
            Poniżej przedstawiam % podział rozegranych minut w sezonie według kategorii wiekowych zawodników:
            > 30 – 33% wszystkich minut w sezonie
            ’24-29′ : 49%
            30 – 14%
            ’24-29′ – 37%
            <23 – 49%

            Belgia i Holandia się różnią, ale Turcja to zupełnie inny świat który strategią zarządzania i jakimś kierunkiem w piłce nożnej to tylko porównywalnym może być z Grecją, choć to odrobinę mniejsza skala.

          5. Wojtek,

            To bardzo ciekawe co mówisz, ponieważ jakiś czas temu napisałem dłuuuugie posta odnośnie różnych lig na podstawie raportów z UEFY.

            To napisze tylko, że Turecka liga według raportu za 24 rok miała zadłużenie 1273 mln euro – to mniej więcej tyle ile łącznie wynoszą zadłużenia w Holandii(500mln), Belgii(500mln) i Szkocji (148).

            Zadłużonych klubów 19 – czyli również mniej więcej tyle ile w Holandii (5), Belgii (9) i Szkocji (2) razem.
            Więc ta liga do żadnej z wymienionych nie jest podobna,
            Dodatkowo bilans zadłużenia/aktywów już dawno przekroczył dopuszalną linię. (-766 mln)

            W Turcji w perspektywie kilku lat jak zaczną notować słabsze wyniki to będzie wielkie pierdyknięcie.

            Jeżeli chodzi o jakieś inwestycje w młodzież infrastrukturę, Turcy proporcje minut według wieku mają taką jak mają Grecy : Czyli mocno w zawodników >30
            Poniżej przedstawiam % podział rozegranych minut w sezonie według kategorii wiekowych zawodników:
            > 30 – 33% wszystkich minut w sezonie
            ’24-29′ : 49%
            30 – 14%
            ’24-29′ – 37%
            <23 – 49%

            Belgia i Holandia się różnią, ale Turcja to zupełnie inny świat który strategią zarządzania i jakimś kierunkiem w piłce nożnej to tylko porównywalnym może być z Grecją, choć to odrobinę mniejsza skala.

          6. Zeżarło kawałek,

            Turcja
            >30 33%
            24-29 – 49%
            30 14%
            24-29 – 37%
            <23 – 49%

          7. Krzysztof – spoko, nie czytam Twoich wpisów, bo są zbyt jednowymiarowo skierowane na stronę finansową. Zapewne analizujesz ją ciekawie, ale to tylko jeden z wielu filarów współczesnej piłki.
            Opisując Turcję, chodziło mi o strukturę i potencjał ligi. To, że funkcjonuje ona w bardzo dziwnych realiach, zupełnie innych od Europy, to oczywiste:)

          8. Nie uważam, żebym z piłki nożnej robił Monopoly pisząc aspektach finansowych. Owszem trochę się na tym skupiłem, bo tego mi trochę brakuje gdy ktoś rozmawia o rozwoju dzisiejszej piłki i/czy doganiamy europę.

            Wczoraj natomiast pisałem coś o podziale czasu gry według kategorii wiekowej, ale część tekstu zjadło, więc wracam do wątku – zwłaszcza że obejrzałem mecz, który był podręcznikowym przykładem tego, o czym wcześniej wspominałem.

            Galatasaray – Royale Union SG.

            Spotkanie mnie o tyle interesował, iż było to spotkanie dwóch totalnie odmiennych piłkarskich galaktyk.
            Po jednej stronie klub zbudowany głównie ze staruchów jak cała liga turecka. Wczorajsza średnia wieku Galaty w jedenastce to prawie 30 lat. Jedyny, który ma realne perspektywy, to Yılmaz. Reszta Turków w podstawie albo dobija do trzydziestki, albo już ją przeszła a było ich 3!.
            A młodzi Turcy? Siedzą na ławce. I to dosłownie, bo większość z nich w ogóle nie powąchała murawy w tym sezonie. Uczą się gry… z rezerwy.

            Po drugiej stronie Belgowie. Liga, która od lat idzie w zupełnie odwrotnym kierunku: inwestycja w młodych, perspektywicznych, niedrogich, ale rokujących zawodników. Royale Union SG to idealny przykład. Ich kadrowa układanka opiera się na trzech filarach:
            masz młodych Belgów z mniejszych szkółek, graczy którzy odbili się od Premier League albo właśnie tam celują (Sadiki → Sunderland za 15 mln) i talenty z Afryki i obu Ameryk kupowane za jakieś niewielkie pieniądze w mniejszych klubach Europy .

            Średnia wieku Royal Union? 25 lat. I to nie wyjątek — cała liga belgijska tak działa.

            Do tego Union ma zaplecze angielskie i pewnie skauting stamtąd ich wspiera.
            Nie są formalnie satelitą żadnego klubu z Premier League, ale widać, jak funkcjonuje ten ekosystem: ktoś młody, obiecujący, niedoszlifowany? Najpierw Belgia, potem ewentualnie Anglia.

            Porażka Galatasaray mnie cieszy nie dla tego, że jest sportową „złośliwością”, ale dlatego, że dzięki temu wciąż mamy (teoretycznie) podejście do nich w tym roku. A oni mają jeszcze tylko jeden kluczowy mecz — ten z Monaco — o awans. Bo dwa kolejne są ultra trudne

            Nie będę szczegółowo opisywał, co sądzę o profilu sportowym tureckiej ligi, bo bez zestawienia finansów i wartości kadr trudno wskazać adekwatne porównanie. do której ligi to podobne.
            Jednego jestem jednak pewien: poczekaj jeszcze trochę i rzeczywistość ich dogoni. Kryzys finansowy, który tam narasta, zacznie w końcu przekładać się na boisko. I wtedy rotacja na szczycie nie będzie już wyglądała jak jakaś holenderska niespodzianka, tylko jak naturalna konsekwencja beznadziejnego rozpasania.

          9. A ja z zainteresowaniem czytam wpisy Krzysztofa. W końcu jako umysł ścisły lubię konkrety, liczby i statystyki.

            Faktycznie, gdy masz piłkarza 30-letniego, to szansa, że sprzedaż go z zyskiem do innego klubu jest niewielka. Zatem na 95% nie zwróci się on finansowo dzięki transferowi. Musi więc dać od siebie takiego plusa, żeby zwrócił się dzięki zwycięstwom w Europie i sprzedaży koszulek… Czy jest na to szansa, gdy wydajesz dziesiątki milionów euro? Nie wiem, może 1/4 LM pozwoli na zrównoważenie budżetu?

            Po drugie – nie tak dawno Galata stanęła na skraju bankructwa. I wtedy w lidze była daleko i nie grała w Europie. Nie można mówić, że finansowa strona futbolu jest nieistotna. To chyba oczywista oczywistość.

            Galata przegrała u siebie z Unionem. Ja zakładałem, że u siebie nic nie przegrają i jest to dla mnie jednak niespodzianka. Pozytywna dla rankingowców. Bo choć szanse na gonienie Turków nadal oceniam nisko (jak trafienie trójki w totka), to po restarcie sezonu odrobimy do nich 2 punkty. Więc nawet jeśli ich nie przegonimy, to rywalizacja za rok może być bardzo ciekawa.

            ===========

            Co do porównywania do siebie różnych lig… Wiadomo że jest to rzecz bardzo umowna. W ostatnich dwóch sezonach przewaga Galaty i Fener nad resztą stawki było większe niż w niedawno wspominanych przeze mnie sezonach, gdy w Polsce królowały Widzew i Legia. W Polsce to trwało dwa sezony.

            W Turcji jednak dominacja tych stambulskich klubów jest bardziej widoczna. Może rzeczywiście nie jest to taki duopol jak w Szkocji. Jednak moim zdaniem różnica sportowa między top2, a zespołami środka jest dużo większa niż w Holandii czy Belgii.

            Ale nie jestem bardzo wnikliwym obserwatorem ligi tureckiej, więc mogę się mylić. Co do kwalifikacji… Rok temu turecki zespół grał w LK. I o ile pamiętam, nie zmieścili się w top24?

        2. Ale suma szczęścia zawsze wychodzi 0, czego Ty nie rozumiesz?? Równie dobrze mogę powiedzieć, że powinno być mniej, bo np Jagiellonia mogła nie dowieść remisu we Francji, a Legia powinna przegrać z Szachtarem. Onar 4-4-4 odpowiada naszym realia.
          Liczenie, że zawsze wygramy z zespołami na tym poziomie jest poprostu idiotyczne.
          Z Turkami Legia przegrała, bo jest na podobnym poziomie, i to jest normalne, a mówienie, że oni są na poziomie Radomiaka potwierdza jak „znasz się na piłce”

          1. Już tutaj parę razy temat był omawiany, czy w przypadku naszych klubów szczęście wychodzi na zero. Nawet w swoim wpisie napisałem, że mogło być tak, a mogło być siak.

            Legia nie powinna przegrać z Szachtarem, końcówka spotkania należała do wojskowych i gol z rzutu wolnego był przełożeniem tej dobrej gry na zdobycze bramkowe. Szachtar może przez krótki okres w drugiej połowie przeważał, co też udokumentowali golem, ale ogólnie nie zasługiwali na wygraną, nie byli lepsi.

            Tak, napisałem, że Jaga uratowała remis, czego nie zrobił na przykład Lech.

            Ale analizując obecną FL widać, że raczej polskie zespoły nie dowożą niż zyskują coś ponad miarę. Tak jak rok temu co najmniej wygrana Jagiellonii była ewidentnie „fuksem na kółkach”, tak w obecnym sezonie takiego nie zaliczyliśmy (gol Legii z Hibernianem to były jeszcze eliminacje).

            Udane mecze i wyniki powyżej oczekiwań? Remis Jagi we Francji i wygrana Legii w Krakowie. Bilans 1-1-0 w meczach gdzie oczekiwane było 0-1-1, czy nawet 0-0-2.

            Natomiast frajerskie porażki zaliczyliśmy cztery. Bilans 0-0-4 w meczach, w których powinno być powiedzmy 2-1-1.

            Do tego remis Jagi w Macedonii, czy remis Rakowa w Ołomuńcu – w przewidywaniach, co najmniej jeden z tych meczów powinien zakończyć się wygraną polskiego klubu, spodziewany był bilans 1-1-0. W obu meczach polskie zespoły rzutem na taśmę ratowały remisy.

            Można więc napisać, że zanotowaliśmy bilans 1-3-4 w meczach gdzie można było oczekiwać 3-3-2/3-2-3. Bilans ewidentnie nie wychodzi na zero.

          2. kur… Patronus jak zwykle…
            Jeśli dwa strzały życia obrońcy/def. pomocnika nie są „fuksem na kółkach”, to nie wiem co nim jest 😀
            Możesz tak czasem spojrzeć na xG, a nie na subiektywną ocenę, kto zasłuzył na wygraną?

          3. xG to mocno nieidealny wyznacznik zasług, a już na pewno nie można go czytać w oderwaniu od innych danych. Jako szybki przykład, xG wynosi 0,00 dla wszystkich akcji zakończonych spalonym, niezależnie jakim – czyli już jest ostre zakłamania. Chelsea strzeliła wczoraj Barcelonie chyba 3 gole ze spalonych, ich niewliczanie w statystyczny obraz meczu jest absurdem.

            Co do frajerskich porażek – Lech na Gibraltarze odwalił oczywiście turbo frajerstwo, ale czysto boiskowo to rywal bardziej zasłużył na wygraną.

          4. Gdyby mecz Szachtar – Legia wyglądał tak jak ostatni kwadrans meczu Jagi w Strasburgerze, to zgodziłbym się, że wygrana była fuksem na kółkach. Ale nie wyglądał tak. Był wyrównany, trochę przewagi jednej ekipy, trochę drugiej.

            Augustyniak nie raz strzelał gole z dystansu. Rzut wolny to nowość, choć wygląda na to, że było to planowane. A Legia miała też inne sytuacje.

            ======

            „Frajerstwem” Lecha na Gibraltarze (i Legii z Samsunami) było wystawienie „drugiego” garnituru.

            ======

            W temacie xG. Wyobraź sobie taką sytuację. W polu 5 metrów stoi trzech graczy atakujących. Skrzydłowy zagrywa piłkę wzdłuż linii. Ale żaden z nich nie trafia w piłkę. xG 0.
            A teraz alternatywna rzeczywistość. Pierwszy kiksuje, trafia ale tak fatalnie, że piłka zamiast do prosto do bramki, leci dalej, w dodatku zmyla drugiego gracza, który też nie trafia dobrze, choć zahacza o piłkę. I ta trafia do trzeciego, który jednak zmylony przez dwóch kolegów też próbuje strzelić, ale po kontakcie z jego nogą piłka wylatuje obok bramki. xG tych trzech kontaktów to pewnie byłoby grubo ponad 2.

            Piłkarz ma piłkę 8 metrów od bramki. Przed nim obrońca. Widzi kolegę i odgrywa do niego, ale obrońca wyblokowuje podanie i koniec akcji. xG 0.
            W tej samej sytuacji piłkarz zamiast odgrywać, strzela. Obrońca wyblokowuje strzał i koniec akcji. xG 0,4, albo coś takiego.

            Były mecze, gdy Legia miała xG powyżej 2, a nie strzelała nic. Tylko to było 27 strzałów z nieprzygotowanej pozycji, bo po prostu rywale mocno bronili i nie dopuszczali do sytuacji.

            Ciężko oceniać mecz mając suche dane o xG. Lepiej go sobie obejrzeć. Obyśmy jutro obejrzeli cztery zajedwabiste mecze polskich ekip.

      2. A teraz powiedz, które z tych założeń jest „ultra optymistyczne”:

        1) Wygrana Lecha na Gibralarze
        2) Brak porażki Legii u siebie z Samsunsporem
        3) Wygrana Jagiellonii w Macedonii
        4) Wygrana Rakowa w Ołomuńcu

        Plus takie dwa zdarzenia:
        5) Brak porażki Legii z Celje (zwłaszcza gdy do 70 minuty prowadziła grę i prowadziła 1:0)
        6) Brak porazki Lecha w Madrycie (zwłaszcza gdy do 80 minuty prowadził 2:1, a miał szanse strzelić na 3:0)

        Napiszę więcej. Trzeba było być ultra pesymistą, żeby zakładać porażkę Lecha na Gibraltarze.

        1. Wszystkie razem plus te dwa zdarzenia były może nie ultra optymistyczne, ale bardzo(<ultra) optymistyczne już tak.

          Jedno zdarzenie z osobna rozumiem, ale zakładanie że nie bedzie żadnej niespodzianki juz optymistyczne niestesty było.

          Zakładać przeciwne wyniki do wymienionych zdarzeń byłoby ultra pesymistyczne

          Natomiast
          Zakładanie że sposród wymienionych będą 2-3 niespodzianki, byłoby wyważonym typowaniem

          1. @Krzysztof
            Tylko że jakby wszystkie te powyższe zdarzenia zmieniły by się na naszą korzyść, to byśmy mieli bilans 7-5-0…
            Trudno się sprzeczać o nazewnictwo ultra/bardzo/średnio optymistyczny. Wydaje mi się, że 6-3-3 to był taki realny scenariusz (powiedzmy optymistyczno-realny). Zauważ, że mieliśmy też niespodzianki na plus (Legia i Jaga), a także wyniki lekko na plus (Raków w Pradze). Na ten moment mieliśmy po prostu więcej tych negatywnych, ale jest jeszcze kolejne 12 meczów, gdzie dalej będą występować niespodzianki. Oby teraz było więcej tych pozytywnych.

          2. No właśnie – nie mówiłem o spełnieniu wszystkich tych sześciu, bo jak blind_man zauważył mielibyśmy bilans minimum 7-5-0. Wystarczyłyby dwie z tych czterech plus jedna z tych dwóch (Lech był o sekundy od wywiezienia remisu z Madrytu).

            Powiedzmy, że wygrana Lecha z LRI i remis Legii u siebie z Samunsporem oraz remis Lecha z Rayo. I z bilansu 4-4-4 robi się 5-6-1.

            Zauważ, że na 4 przegrane mecze, w naszym przypadku we wszystkich przypadkach możemy mówić o frajerskich porażkach. Lech na Półwyspie Iberyjskim dwa razy tracił gole w samej końcówce. Dwie porażki zamiast dwóch remisów. Legia w Celje prowadziła mecz przez 70 minut i powinna prowadzić spokojnie 3:0. Historia z Samunsporem u siebie już była omawiana na tyle sposobów…

            Z drugiej strony, żeby nie było: oczywiście Jaga wyrównała w Macedonii w ostatniej chwili, Legia w doliczonym czasie strzeliła Szachtarowi, Raków w ostatniej chwili wyrównał w Ołomuńcu.

            Ale z trzeciej strony – w Pradze mecz mógł potoczyć się w obie strony, oba zespoły miały swoje szanse. Końcówka w Strasburgerze należała do gospodarzy i choć Jaga prowadziła, to i tak wydaje się, że remis to dobry wynik.

            Bilans 4-4-4 moim zdaniem jest poniżej oczekiwań i spokojnie można było wyciągnąć takie 6-3-3, czy 5-5-2. Ale to już przeszłość. Co nas czeka?

            Lech – Lozanna
            Lech – Mainz
            Sigma – Lech

            Normalnie Lech może ugrać tu 7 punktów. 4 punkty to absolutne minimum. Żeby znaleźć Mainz w tabeli musiałem sporo nakręcić się rolką od myszy. Lozannę łatwiej znaleźć, bo tabela jest krótsza. Ale serio, 7 punktów jest to podniesienia, a nawet 9 jest możliwe. Oby tylko Lech grał jak z Rapidem, a nie jak na południu Europy. Powiedzmy 2-0-1

            Raków – Rapid
            Raków – Zrinjski
            Omonia – Raków

            W Częstochowie trzęsienie ziemi i dlatego uważam, że tutaj mogą być 4 punkty. Ale medaliki mogą również jak Lech, zainkasować komplet. Czasem wybuch wulkanu użyźnia ziemię. A co tam, 2-1-0.

            Jagiellonia – KuPS
            Jagiellonia – Rayo
            AZ – Jagiellonia

            Z Finami obowiązkowe 3 punkty. Z Rayo i AZ powiem dyplomatycznie: bilans 0-1-1 to nie jest coś, co mnie ucieszy, ale też nie zaskoczy. Po cichu liczę na 2-3 punkty. Niech będzie 1-1-1.

            Legia – Sparta
            Noa – Legia
            Legia – Lincoln

            Co tu wymyślić? Chciałoby się 3 wygrane. Ale gra Legii to dno i metr mułu. Optymistycznie napiszę 5-6 punktów, czyli bilans powiedzmy 2-0-1.

            No i tak wychodzi jakieś 7-2-3. I w całej fazie ligowej 11-6-7. Czyli ciut słabiej niż zakładałem we wrześniu. No, może 10-7-7.

            Ale patrząc na wyniki jakie padają w LK oraz na formę naszych klubów i zawirowania… to wszystko się może zdarzyć.

          3. Patronus
            Tylko Ty zakładasz „wyniki ponad stan”
            Co jest bardziej prawdopodobne? Że Lech zdobędzie 7pkt lub więcej (3-0-0 lub 2-1-0) czy mniej niż 7pkt (2-0-1, 1-2-0 i wszystko w dół)
            No ja bym wybrał ta drugą opcję…

          4. Tak samo Rakow. Jasne że może być 7pkt, może być 9, generalnie każda nasza drużyna może mieć 9pkt 😀
            Ale no znowu, ja bym postawił że Raków zdobędzie mniej niż 7pkt, niż 7 lub wiecej

          5. @Edek:
            Normalnie Lech może ugrać 7 punktów. 3 mecze w których jest faworytem, ale nie takim murowanym, żeby wypuszczać rezerwy. Nie, nie chodzi o to, że „matematycznie Gibraltar może w 10 meczach z Hiszpanią wygrać 10 razy”. Chodzi o poziom rywali i formę Lecha. Ale napisałem „powiedzmy 2-0-1” czyli założyłem 2 wygrane i porażkę. I dodałem, że „oby grali jak z Rapidem”.

            Co do Rakowa: oczywiście, Raków może z każdym rywalem stracić punkty. Ja założyłem, że stracą z jednym. Napisz może, który z rywali Rakowa napędza Ci stracha? Rapid Wiedeń, który po 3 kolejkach ma 3 porażki i bramki 1-8? Zrinjski, który w Lublinie dostał baty 0:6? Czy Omonia, która wcale nie jest jakimś dominatorem. Ja uznałem, ze Raków może stracić punkty, ale raczej remisując niż przegrywając, a Ty? Napisz swoje typy, uzasadnij, nikt Ci tego nie broni.

            Podpowiem Ci uzasadnienie: „Polskie kluby grają tej jesieni taką padakę, że oczy pękają z bólu”.

          6. Nie chodzi o to, że kogo mamy się bać, tylko o prawdopodobieństwo 😉
            To tak, jakbym Cię zapytał, z kim Legia może nie wygrać w lidze… Się okazuje, że wygrała (chyba) 4 mecze na 15. Masakra jednym słowem…
            Ok

            Lech 4pkt
            Wygra że Szwajcarami, przegra z Mainz i remis w Czechach

            Raków 4pkt
            Wygra z Rapidem
            Remis z Mostarem
            Przegra na Cyprze

            Jagiellonia 4pkt
            Wygra z KuPs
            Przegra z Rayo
            Remis z AZ

            Legia 7pkt
            Remis z Sparta i dwie wygrane

            Bardziej bym się skupiał na punktach, niż poszczególnych wynikach. Czyli jak Lech zremisuje z Mainz, a przegra z Sigma to na jedno wyjdzie (tak wiem, gonimy Czechow)

            Wychodzi mi bilans 5-4-3 (liczę oczywiście na więcej)
            Uważam, że Ty wyniki są najbardziej neutralne z możliwych.
            W sumie ważne są też punkty do rankingu krajowego, a przy tych wynikach mamy 3.5pkt do krajowego, plus premie za awanse, plus 4 (oby) zespoły w 1/16

          7. Edek, jak Raków przegra z Mostarem? U siebie? Bez jaj.
            Tylko rozróżnijmy dwie rzeczy. Porażka oczywiście może się zdarzyć, ale jak możesz coś takiego zakładać? Na zasadzie, że na 3 mecze któryś musi być przegrany? Na jakiej podstawie zakładasz porażkę? To jest właśnie przykład nierealnego typu.

          8. A przepraszam, coś źle zobaczyłem. Piszesz remis z Mostarem, ale nadal uważam, że to pesymistyczna prognoza.

          9. Patrz na całość, końcowy rezultat. Założyłem też, że Legia zrobi 2-1-0
            Równie dobrze Legia może mieć mieć gorszy rezultat, a Raków lepszy.

            Mi wyszedł bilans 5-4-3
            Gdybym miał postawić pieniądze, czy będzie lepiej, czy gorzejz to bym nic nie obstawiał 😀
            Napisz swoje typy, i swój bilans koncowy

          10. @Edek
            Jakbyś na początku lipca powiedział, że Legia będzie mieć bilans 4-6-5 to faktycznie prawdopodobieństwo takiego zdarzenia zostałoby ocenione jako niskie. To, że coś się przewiduje, a potem dzieje się co innego… to urok piłki o czym już wiele razy tutaj było mówione.

            Widzę, że poza 3 meczami przewidujemy podobnie. Uzasadnisz jakoś, na jakiej podstawie uważasz, że Lech przegra u siebie z Mainz, a Raków nie wygra u siebie z Mostarem i przegra na Cyprze? Bo remis w Ołomuńcu to ok, w Czechach jakoś nie idzie nam, ale Mainz jest słabiutkie, drugi od końca zespół Bundesligi. Mostar to też nie jest żadna potęga. Omonia w grudniu na Cyprze nie będzie mieć atutu klimatycznego…

            Co do Jagi, ja raczej bym widział remis z Rayo i porażkę z AZ. Piłkarze z Madrytu to 13 zespół La Liga, a AZ to trzeci zespól Eredivisie…

            Wszyscy mówią, że druga połowa FL jest dla polskich klubów łatwiejsza. Tam mieliśmy 4-4-4. W sumie 5-4-3 to „postęp”, choć raczej „postępek”.

          11. Ja trochę inaczej robię prognozy, na zasadzie min-max:
            Jagiellonia 3-4pkt
            Lech 4-7pkt
            Legia 4-7pkt
            Raków 4-7pkt
            Razem 15-25 punktów, średnio 20 czyli coś w rodzaju 5-5-2.
            Jakbym miał postawić, to stawiałbym, że będzie więcej 😉

          12. Patronus
            Lech nie miał chyba lepszej serii niż 2 wygrane w lidze z rzędu, nie potrafię sobie wyobrazić, że robi 7 pkt. Tak Mainz jest słabe, tak samo Royo jest słabe, a ostatnie 30 min robiło z Lechem co chciało. Nie wiem skąd masz info, że Lech jest faworytem z Mainz, ja nie widzę kursów bukmacherskich jeszcze.
            Omonia Raków to może być mecz pułapka. Pamiętamy wszyscy mecz z Larnaka…

            Tak jak mówię, patrz na całe typy a nie na poszczególne mecze. Może Legia przegrać ze Sparta, zremisować z Noah, a raków z Lechem to „nadgonia”

            Co do sumy szczęścia, to chyba tylko Ty uważasz, że w ostatnich latach go nie mamy.
            Losowania w tym sezonie dla Rakowa i Jagielloni, plus Legii w q4 (przypominam, brak rozstania Legii w q4) były chyba najlepsze z możliwych. Serio

          13. @Edek

            Nie przypominam sobie, żebym napisał, że Lech jest faworytem z Mainz. Jednak co innego środek tabeli w La Liga, a co innego przedostatnie miejsce w Bundeslidze. No i dochodzi atut własnego boiska. Atut w Poznaniu, prawda? 😉

            Pisałem o 7 punktach dla Lecha w meczach z Lozanną, Mainz i Sigmą. Nie uważam, żeby Mainz było faworytem, ale to nie znaczy od razu, że Lech nim jest. Rayo z Lechem dało radę dopiero, gdy trener zrobił zmiany. Czyli potwiedziło się to, co wiemy po meczu na Gibraltarze – ławka Lecha jest krótka.

            Jeśli chodzi o Larnakę czy ogólnie Cypr, to co innego grać tam w sierpniu, a co innego w grudniu. Rok temu Legia wygrała tam trójką.

            Co do szczęścia, znów twierdzisz, że napisałem coś, czego nie napisałem. Nie pisałem o ostatnich latach, tylko pisałem o obecnej fazie ligowej. Nawet zacytuję sam siebie: „Ale analizując obecną FL widać, że raczej polskie zespoły nie dowożą niż zyskują coś ponad miarę. Tak jak rok temu co najmniej wygrana Jagiellonii była ewidentnie „fuksem na kółkach”, tak w obecnym sezonie takiego nie zaliczyliśmy (gol Legii z Hibernianem to były jeszcze eliminacje).”

      3. Na obronę Patronusa: poniżej oczekiwań gra 3 z 4 pucharowiczów. I Lech, i Raków, i Legia powinny po prostu wyglądać lepiej piłkarsko, biorąc pod uwagę skład, doświadczenie w Europie i wzmocnienia. Skala „niedowożenia” jest różna, pojedyncze dobre mecze zdarzają się jednym częściej a innym rzadziej, ale realnie na ten moment narracja o jakimś naszym rodzimym top 4 nie broni się w ogóle.

        Nadal uważam, że 75% tego składu dobrnie do kolejnego sezonu w Pucharach, ale uważać to sobie mogę:)

        1. Tak, zgadza się
          Patrzyłem na punkty oczekiwane przed faza ligowa, i się zdziwiłem, że żaden nasz klub nie jest faworytem do top8.
          Bukmacherzy wiedzą co robią.
          Petronus, faktycznie czasem odpływa w swoich przewidywaniach, ale z drugiej strony nie jest też tak źle, jak niektórzy piszą, ciągle jesteśmy w grze o top10

          1. Moim zdaniem ktoś z dwójki Jagiellonia/Raków załapie się do top 8 fazy ligowej. Albo inaczej – ktoś wyrówna dorobek punktowy Legii z zeszłego sezonu, a czy to da top 8 to jeszcze zobaczymy.

  4. No w tej kolejce Lech i Jagiellonia to bezwzględnie muszą wygrać, abyśmy zarówno liczyli się w walce o 10 miejsce jak i żeby mieć komplet drużyn na wiosnę. Ponadto Legia i Raków minimum remisy. Chociaż patrząc na weekendową postawę to może być różnie, Raków ma teoretycznie łatwiej, bo Rapid ewidentnie bez formy. Spokojnie ich wyczekać i powinno być dobrze, nawet mimo zamieszania z Papszunem.
    A Legia to może jak z Szachtarem, pod przełamanie? Jakoś w pucharach lepiej grają niż w lidze, oby tak i teraz było no tylko skuteczniej niż z Celje…

  5. Dobrze że Irańczyk wrócił do gry – już widać różnicę w ofensywie.
    Może mecz z Radomiakiem i jego defensywą nie jest wyznacznikiem ale myślę że wczorajszym mecz może nas nastrajać optymistycznie przed czwartkiem.

  6. Powtórka z lata 2008 bardzo mile widziana. W sumie i połowa tamtego meczu będzie super.
    Ciężko wyrokować, ale chyba najważniejszy gatunkowo mecz z czwartkowego kwartetu.

    1. Mistrz Polski gra z drużyną środka tabeli ligi szwajcarskiej. Tu muszą być punkty bo tych słabych występów już w tym sezonie aż za dużo

      1. Lozanna to średniak z ligi szwajcarskiej, ale Lech potrafił już przegrać z Mistrzem Gibraltaru (więc wynik spotkania jak najbardziej otwarty).

      1. Nie zgodzę się o tyle, że w ostatnich dwóch Legia może awans „wyspacerować” (tzn. wygrać tempem spacerowym). Gra po prostu z kiszonymi ogórkami. Lech niestety nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *