europejskie puchary statystyki

Jagiellonia z porażką na wyjeździe po 1,5 roku, Lech bez gola po 3,5 roku

Skończyły się rekordowe serie polskich zespołów. Jagiellonia przegrała na wyjeździe po raz pierwszy od meczu z Betisem, a Lech nie strzelił gola po raz pierwszy od meczu z Bodø/Glimt.

Olympiakos Pireus – Jagiellonia Białystok 2:1
  • Pierwszy mecz Jagiellonii w fazie ligowej Ligi Europy. Licząc dawne sezony z fazą grupową LE i Pucharu UEFA, jest to szósty polski klub na tym etapie.
  • Porażka Jagiellonii na wyjeździe i zakończona rekordowa seria dziewięciu meczów bez porażki poza swoim stadionem w pucharach.
  • Jagiellonia nadal nie wygrała z Grekami. Do porażki i remisu z Arisem Saloniki z sezonu 2010/11 dokłada porażkę z Olympiakosem.
  • Między meczami z Arisem i Olympiakosem minęło dokładnie 50 pucharowych meczów Jagiellonii. Wygrała prawie połowę z nich (24).
  • Hampus Finndell zagrał w Jagiellonii po raz pierwszy w europejskich pucharach.
  • Kajetan Szmyt strzelił trzeciego gola w pucharach dla Jagiellonii. Zrównał się z kilkoma zawodnikami na piątym miejscu (Przemysławem Frankowskim, Patrykiem Tuszyńskim, Darko Čurlinovem i Bartoszem Mazurkiem).
Crystal Palace FC – Lech Poznań 4:0
  • Po długiej serii, trwającej ponad 3,5 roku, Lech nie strzelił gola w meczu pucharowym. Rekord zatrzymał się na liczbie 31.
  • Jedna z najwyższych porażek Lecha w pucharach, wyrównany wynik z innym angielskim zespołem, Liverpoolem, z sezonu 1984/85. Równie źle było z Athletikiem w sezonie 1983/84 i Benficą w sezonie 2020/21, taką różnicę bramek zanotował też w meczach przegranych po 1:5 ze Spartakiem Moskwa w sezonie 1993/94 i Genkiem w sezonie 2026/27. Rekordem pozostaje 0:5 z Duisburgiem w sezonie 1978/79.
  • Lech przegrał wszystkie swoje trzy mecze w Anglii. Jego jedynym zwycięstwem z zespołem z tego kraju pozostaje 3:1 u siebie z Manchesterem City w sezonie 2010/11.
  • Czwarta kolejna porażka Lecha na poziomie fazy grupowej lub ligowej LE. W sezonie 2020/21 przegrał ostatnie trzy mecze (1:2 ze Standardem, 0:4 z Benficą i 0:2 z Rangers).
  • Trzeci gol dla Crystal Palace był 200. straconym przez Lecha w europejskich pucharach.
  • Pierwsza czerwona kartka dla gracza Lecha w pucharach od meczu z Dudelange w sezonie 2022/23. Wówczas Antonio Milić został ukarany bezpośrednio. Radosław Murawski opuścił murawę za dwie żółte kartki i w następnym meczu będzie musiał pauzować.

Informacje i niektóre statystyki na temat klubów znajdują się również na przeznaczonych do tego podstronach: LechJagiellonia

Udostępnij:

12 komentarzy

  1. Znowu Lech orżnął mentalem. Frajersko stracona pierwsza bramka i potem już poszło. Czy Lech w pucharach potrafił się podnieść po jednym lub więcej straconych golach na początku?

    Do tego Fred znowu nie wyciąga wniosków, w obronie daje nie zgranego z resztą Yegbe. Znowu żonglerka, składem i to w taki meczu. To co ten misio zrobił z autu to kryminał, jaki trener nie ściąga grajka po czymś takim? Gościu nie podniósł się już mentalnie. Nowy Rudko? Widać, że ma ciąg na bramkę, umie strzelać z dystansu, tylko trzeba mu wytłumaczyć, że to do drugiej trzeba walić piłę.

  2. Ja uważam że my w tym sezonie nie wyjdziemy poza 6 dużych pkt, ale utrzymanie 14 miejsca przez kilka lat nie zagrożone, ja zawsze pisałem że lepiej jest grać w lidze Konferencji ponieważ może pieniądze mniejsze troszkę tylko , ale szansa na dobry współczynnik klubowy np dla Lecha który mógłbyc rozstawiony do 4q ligi mistrzów dzięki ogrywaniu drużyn nieco słabszy od Cristal Palace w lidze Konferencji, a tak będzie co tydzień to samo i pieniędzy za wygrane mecze nie będzie i Rankingu. Ale za pewne większość myśli inaczej że musimy robić postęp i grać w wyższych rozgrywkach chyba tylko żeby potem przegrywać jak wczoraj albo jak Jagiellonia stać drugie 45 we własnym polu karnym.

  3. Ten tydzień to dla niektórych musi być prawdziwy dzień dziecka. Przez co najmniej miesiąc będzie teraz można bić pianę o „wielkiej weryfikacji”.

    Wbrew temu, co mówi wynik, i co zaraz będą tu forsować różni pieniacze, to Lech w pierwszej połowie nie zagrał wcale źle. Oczywiście, było widać, że Crystal Palace jest o klasę lepszy, co nie powinno dziwić, i Lech miał ogromny problem z ich pressingiem. Ale przy tym wszystkim, to akurat Lech stworzył najlepsze sytuacje. Tylko co z tego, jeżeli najpierw nie trafiasz, po czym dajesz przeciwnikowi absurdalny prezent, a później znowu nie trafiasz, żeby za chwilę stracić po wrzutce z rożnego (bronienie stałych fragmentów to akurat dla Lecha permanentny problem). Trochę to przypominało mecz Jagiellonii z Fiorentiną, gdzie też Jaga grała nieźle, ale skuteczność miała zerową, a przy tym bardzo łatwo straciła trzy gole. Żeby na cokolwiek liczyć, przy takiej różnicy sportowej, to trzeba wyciągać max z tego co się ma, a Lech tego nie zrobił. Druga połowa już do zapomnienia, bo mecz był praktycznie rozstrzygnięty.

    Premier League to jest inny poziom, bez żadnego porównania, i ciężko mieć do kogoś pretensje, że nie zbudował drużyny na poziomie tych budowanych za 10 razy większe pieniądze. Każdy przytyk do Lecha w tej kwestii będzie świadczyć tylko o odklejeniu autora. Piłka jest jednak takim sportem, w którym stosunkowo 'łatwo’ o niespodzianki. Tylko niemal zawsze jest do tego niezbędne spełnienie kilku warunków: sprzyjające okoliczności, trafienie z formą i tzw. dyspozycją dnia, wysoka skuteczność (czasem podparta szczęściem, typu jakiś „strzał życia” czy stały fragment), niepopełnianie tak głupich błędów jak dzisiejszy Yegbe, poza tym pomaga również ewentualne zlekceważenie przez przeciwnika (świadome, z wystawieniem paru rezerwowych, bądź podświadome przez większe skupienie na innym meczu za trzy dni), do tego „mecz życia” bramkarza itd. Jak się prześledzi wszystkie pozytywne wyniki polskich drużyn z dużo mocniejzymi rywalami z ostatnich 20 lat, to zawsze są wspólne mianowniki. Wystarczy spojrzeć na te mecze z City czy z Realem, gdzie dosłownie wszystkie gole to były strzały z dystansu plus fart życia z nabiciem Arboledy, z kolei rywale wiele lepszych sytuacji zmarnowali.

    Dzisiaj te warunki nie zostały spełnione: Crystal Palace w żadnym wypadku tego meczu nie zlekceważył, okoliczności wybitnie sprzyjające też nie były (mecz wyjazdowy, brak paru istotnych piłkarzy). O formie obu drużyn ewentualnie można dyskutować. Ale przede wszystkim, pretensje można mieć nie o samą grę, tylko o to, że Lech nic z tej gry nie wyciągnął. Nie tylko nie wyciągnął maxa, ale on nie wyciągnął nawet średniej, bo xG większość źródeł podaje 2.14 dla Crystal Palace (i to liczone z rzutem karnym oraz z wystawką Yegbe) do 1.10 dla Lecha. Tego jednego gola Lech wręcz powinien strzelić, a przy dobrych wiatrach mógł dwa, i wtedy wynik mógł się kręcić na styku. Nawet biorąc poprawkę na to, że Crystal Palace nie musiał w drugiej połowie forsować tempa (a w innych okolicznościach pewnie by to robił), to po takiej porażce np. 2-3 odbiór też byłby zupełnie inny.

    Nie przesądzałbym, że każdy mecz będzie się tak kończyć. Statystycznie jest to mało prawdopodobne, że Lech będzie wszystko marnować, a Yegbe co mecz podawać rywalom z autu. Ale na pewno przy tym terminarzu będzie bardzo trudno o wejście do play-offów (i przy takim bilansie bramkowym już na starcie, co też może być decydujące). Największym pozytywem dla Lecha jest dzisiaj występ Mońki, który na tle rywali z Premier League wyglądał dość pewnie i do tego dobrze wprowadzał piłkę. Mimo wysokiej porażki jego wartość raczej nie ucierpiała, a może i wręcz przeciwnie.

    1. Weryfikacja oczywiście nie – kluby Premier League wygrały póki co wszystkie 8/8 meczów FL – ale jest dużo elementów które mocno bolą. Nieporadność Ishaka. Walemark, który na skrzydle w ESA robi kosmiczny wiatr, a w starciu z angielskim dołem jego skuteczność spada z okolic 100% do okolic 0%. Murawski, który (kolejny raz) okazuje się w zasadzie Góralskim z trochę lepszą fryzurą.

      Dobrze że za chwilę solidny 3-tygodniowy reset.

      1. Z Walemarkiem się nie zgodzę. On akurat pokazał, że daje radę na tym poziomie. Wiadomo, że nie robił takiej różnicy, jaką potrafi czasem zrobić w Ekstraklasie, czy z innym Thun. Ale wygrywał pojedynki, parę razy uciekł obrońcy, i przede wszystkim powinien mieć asystę, bo to on wystawił Ishakowi piłkę, gdzie wystarczyło dołożyć nogę.

        Ishak rzeczywiście słabo. Parę razy powalczył w odbiorze i to tyle z pozytywów. Po Murawskim w sumie niczego więcej się nie spodziewałem, niż przerywania akcji faulami. xD Ogólnie Lechowi dzisiaj najbardziej brakuje właśnie mocnego punktu w środku. Zwłaszcza przy tym co Lech chce grać. Ma tam niezłych piłkarzy i Murawski też jest solidny (w poprzednim sezonie w wielu meczach było widać, jak go brakowało), ale nic ponadto. Na skrzydłach Lech zbudował wysoką jakość (Walemark, Sayyadmanesh, Palma, wcześniej Gholizadeh) wspartą tą solidnością (Bengtsson, Hakans, wcześniej też Ismaheel), ale w środku mam wrażenie, że cały czas jest tylko ta solidność. Gdyby tu dorzucić kogoś takiego jak swego czasu Ofoe w Legii, czy Tiba w najlepszej formie, albo tego Dorscha na defensywnego (który ponoć już był w Poznaniu), to Lech byłby wyraźnie mocniejszy. Nawet taki Karlstroem by się bardzo przydał. Pomijając uzupełnienia za ewentualne odejścia, to jakiś kozak do środka to powinien być teraz transferowy cel numer 1.

      2. Swoją drogą, to wszyscy rywale Lecha wygrali swoje mecze, nawet Torrense. Niezła ścieżka zdrowia się szykuje. Jeszcze ten terminarz, który jest chyba najgorszy, jaki się dało ułożyć xD

    2. Raczej czuję podobne uczucie jak w sytuacji gdy przed Mundialem w 2018 startowaliśmy z 5 miejsca w rankingu FIFA, a później dostaliśmy 1-2 z Senegalem i 0-3 Kolumbią-wtedy wierzyłem, że powalczymy o wyjście z grupy MŚ. Teraz naiwnie wierzyłem, że polska liga zaczyna się ocierać o te top10 i rzeczywiście będziemy się zbliżać w te okolice. Ten sezon mocno weryfikuje moje oczekiwania, nie chodzi tylko o porażki Jagi i Lecha, ale też eliminacje, w których odpadły nasze 3 zespoły na 5 startujących. Obawiam się, że to top12 na koniec ubiegłego sezonu na długie lata będzie nasz jednorazowy najlepszy wynik, teraz zostanie nam kręcenie w okolicach 13-15.

      1. Nie widzę żadnej głębszej analogii do tamtych MŚ, ale ogólnie to potwierdzasz, że ten sezon nie weryfikuje naszej ligi, tylko właśnie twoje oczekiwania. Najpierw sami spodziewacie się nie wiadomo czego, a potem biadolicie o jakiejś weryfikacji, z wielkim wyrzutem do mitycznych „rankingorzów”, komedia.

        Ostatnie wyniki są mniej-więcej zgodne z naszym miejscem: od TOP5 odstajemy, z ligami 10-15 jest z reguły na styku, z 16-22 przeważnie też ale częściej na plus, a poniżej już wygrywamy zdecydowaną większość meczów. Więc taki jest nasz poziom, i w stosunku do tego, co było 5-10 lat temu to jest to progres. Nie taki, nad którym można już cmokać z zachwytu, ale dość wyraźny.

        Na 10. miejsce mieliśmy szansę przy dobrych wiatrach (korzystne losowania, optymalna forma w eliminacjach, trochę szczęścia z przepchnięciem kluczowych dwumeczów), ale faworytem do tego w żadnym razie nie byliśmy. Zwłaszcza, że rywale mieli z góry zapewnioną 3x fazę ligową, a my zero. Dobry wiatr nie powiał, więc nie będzie 10. miejsca, tylko zapewne skończymy na 13. To nie jest żaden uzasadniony powód, żeby teraz wpadać w jakąś histerię.

        Tu naprawdę nie ma niczego niezwykłego. Norwegowie gładko przegrali dwa mecze z niemieckimi klubami, a wczoraj na dokładkę Lillestroem przegrało u siebie z drugoligowym Torrense. Viktoria Pilzno też dostała baty 0-3 od Unionu, a Slavia ładnie przegrała z Lens, no bywa. Tylko Grekom niezmiennie idzie dobrze, ale oni zaraz będą grać o miejsca 7-9, jak im odpadnie ten jeden tragiczny sezon. Dla nas najbliższy czas to miejsca 11-14.

        Wy po dwóch meczach chcecie skreślać nasz udział w LE, bo „łojeju wielka weryfikacja”, a rzeczywistość jest taka, że teraz dopiero się ZACZYNA nasze regularne granie w LE. W tym sezonie są dwa kluby, a biorąc pod uwagę miejsce rankingowe, to za rok i za dwa pewnie też po dwa wejdą do LE i stanie się to normą (chyba że ktoś awansuje do LM). Do tego dochodzą zupełnie nowe okoliczności i związane z tym możliwości (pewna faza ligowa i przychody z UEFA już w maju), plus wewnętrzne zmiany (prywatyzacja kolejnych klubów, napływ coraz większych pieniędzy do Ekstraklasy). Za parę lat będzie można powiedzieć czy to wykorzystaliśmy i poszliśmy dalej do przodu czy jednak utknęliśmy na poziomie LK. A nie teraz po jednym występie, litości.

        1. W ogóle jak już się koniecznie upierać, że ten sezon ma być jakąś weryfikacją, to nie powinny to być mecze z Crystal Palace czy inną Benficą, od których wiadomo że odstajemy pod każdym względem, tylko te z przeciwnikami z sąsiedniej półki. Dla Lecha takim rywalem może być Ferencvaros, bo to jest klub, do którego poziomu Lech od jakiegoś czasu aspiruje. Jeszcze niedawno był on finansowo półkę wyżej, ale dzisiaj Lech już do niego doskoczył, i będzie można zobaczyć jak to się przełoży na grę. Do tego dojdą styczniowe mecze z niżej notowanymi, ale i niewygodnymi rywalami, które pokażą jak Lech się będzie w stanie do tego przygotować. Porażka z jakimś Bayerem nic tu nie powie, bo jest po prostu oczekiwana. Inny wynik również niewiele powie, bo będzie tylko niespodzianką, a z takowej ciężko o jakieś ogólne wnioski. Dla Jagiellonii takimi „meczem prawdy” może być co najwyżej Viktoria Pilzno. To jest nadal wyższy poziom, ale taki, do którego Jagiellonia może aspirować. Realnie można też oczekiwać jakiejś walki u siebie z Anderlechtem (coś jak z Rangers), a także dobrego wyniku z Lewskim, i konieczne wygranej z Araratem. Jeżeli w wymienionych meczach Lech i Jaga dadzą radę, to ogólnie będzie ok, a w pozostałych meczach każdy punkt będzie na plus. Tylko że to nadal jest w dużej mierze kwestia formy i tzw. dyspozycji dnia, a pogoda to nie to samo co klimat.

  4. A można było nabijać punkty w lidze konferencji, ale nie chciało się ligi Europy! Ludzka chciwość nie zna granic…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *