Po 7 kolejkach „wiosny” w Ekstraklasie – jest minimalnie lepiej niż myślałem

Po siedmiu kolejkach w tym roku przyszła przerwa reprezentacyjna. To ostatni moment przed zakończeniem sezonu zasadniczego, w którym można pokusić się o jakieś podsumowania Ekstraklasy. Oto moje spojrzenie na każdy klub z osobna i ogólne wrażenia.

Lider, Jagiellonia, pokazał się parę razy ze znakomitej strony, ale największą wartością tej drużyny było regularne zbieranie punktów, nawet przy słabszej postawie. Na siedem meczów wygrali sześć, a przegrali tylko jeden. Początki meczów z Piastem i Wisłą Kraków, a także końcówka z Arką, wcale nie wskazywały, że tak się to zakończy. Dość niepostrzeżenie zbudowano tam całkiem ciekawy i mocny personalnie zespół. Transfery, jakie zrobiono, już w momencie ich przeprowadzenia wyglądały rozsądnie. W 2015 roku Jagiellonia odpadła z Omonią, będąc w rewanżu zespołem zdecydowanie słabszym. Z tego zespołu wkrótce dołączyli do Jagi Runje i Sheridan, z 2. Bundesligi ściągnięto reprezentantów swoich krajów, z czego Bezjaka kojarzyłem z występów w Łudogorcu i Rijece. Dla mnie było zaskakujące, że napastnik tej klasy trafia do naszej ligi i to do zespołu, który zimą atakował z drugiego szeregu. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości odpalił również Lazarević. Jeśli narzekamy, że obcokrajowcy trafiający do naszej ligi są zwyczajnie słabi, to tutaj zdecydowanie podwyższają oni poziom. Moim zdaniem te wzmocnienia sprawiają, że Jagiellonia jest znacznie silniejsza niż przed rokiem. Co i tak nie znaczy, że ten sezon zakończy lepiej niż poprzedni.

Mimo wszystko uważam, że Legię po ostatnim bardzo słabym meczu z Wisłą Kraków za łatwo się skreśla. Oczywiście takich meczów było więcej, choćby w tej rundzie. Jednak również jak w przypadku Jagiellonii, wysoko cenię nowych zawodników w Legii. Nie ma jednak możliwości, żeby wszyscy od razu grali, i to na najwyższym poziomie. Potrzeba tu przede wszystkim stabilizacji, która w zeszłej rundzie dała pięć zwycięstw z rzędu w równie trudnym momencie. Zastanawiające jest, że tym razem Legia ma problem z silniejszymi przeciwnikami, a na tych słabszych aż tak często się nie wykładała. To duża odmienność w stosunku do poprzednich lat, ale i mało optymistyczny prognostyk, skoro w grupie mistrzowskiej więcej będzie meczów z tymi  silniejszymi. Nie ulega jednak wątpliwości, że Legia musi sobie poradzić najpierw sama ze sobą, bo nie może kontynuować takiej gry jak z Wisłą czy Jagiellonią. Spodziewam się, że w najbliższym czasie znów będziemy oglądać styl skoncentrowany bardziej na wynik – jak w październiku i listopadzie, ale też wiosną ubiegłego roku.

Trzecim zespołem na podium jest Lech. Nie wyobrażam sobie, aby miał z niego wypaść, bo konkurencji nie ma zbyt wielkiej. Stać go oczywiście na lepsze miejsce, ale każdy widzi, jak to wygląda – od wielu miesięcy jest to świetna postawa u siebie i tragiczna na wyjeździe. Teraz trafiły się dwa spotkania domowe z rzędu, co skutkowało dwiema kolejnymi wygranymi – pierwszymi od sierpnia. Dopóki nie poprawią wyników poza Poznaniem, nie będzie można ich traktować do końca poważnie. Dla Lecha najważniejszy jest teraz powrót Jevticia, bez którego ta drużyna bardzo dużo traci na wartości. On i Makuszewski często sami ciągnęli grę całego zespołu. W ostatnich meczach lepiej wyglądali Radut czy Gajos, ale pierwszy z nich wypadł z kontuzją, a drugi nie potrafił dotąd ustabilizować formy. Jeżeli więc nie pojedynczy zawodnik miałby przesądzić o sukcesie Lecha, to byłaby to defensywa, która na tle Ekstraklasy bardzo pozytywnie się wyróżnia. Cały zespół potrafi bardzo dobrze bronić, to konstrukcja akcji często jest tam większym problemem.

Teoretycznie, jeśli Górnikowi zostaną zwrócone trzy punkty, beniaminek będzie miał 3. miejsce w zasięgu, a w 30. kolejce zmierzy się z Lechem – przynajmniej w teorii będzie mógł więc ten dystans zachować lub skrócić, zależy to tylko od niego. Nie przez przypadek jednak Górnik przestał dobrze punktować, nawet jeśli w pojedynczych meczach był lepszy od swoich rywali. Dla mnie to logiczna i naturalna kolej rzeczy – w pierwszą rundę weszli na polocie beniaminka i po świetnym finiszu w I lidze. Wiele mieliśmy już takich zespołów, które tak zaczynały, niektóre potem nawet spadały z ligi. To Górnikowi nie grozi, ale pamiętam, że w poprzednich sezonach zwykle zajmował miejsca tuż za tymi pucharowymi, czyli mniej więcej 5-6. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz było tak samo. Przede wszystkim może dać znać o sobie bardzo krótka ławka, teraz pauzy za kartki będą zdarzać się częściej, kontuzji też nie brakuje, a do rozegrania są też dwa mecze w tygodniu w ramach Pucharu Polski.

Wisła Płock to zespół bardzo trudny do oceny. Jeśli złapie dobry rytm, wygrywa kilka meczów z rzędu i da się to nawet oglądać. Równie dobrze jednak potrafi zaliczyć kilka kolejnych porażek. Wbrew pozorom tam też nie ma tak złego personalnie składu, choć powszechnie ten klub nie jest w ten sposób kojarzony. Podobnie jak ze stawiania na młodzież. Pod tę kategorię kwalifikuje się tylko wypożyczony Michalak, ale jest tam sporo zawodników w wieku po 22-23 lata. Obecnie Wisła ma tyle samo punktów co Górnik, efekt stawiania na młodych Polaków otoczonych doświadczonymi, dobrymi obcokrajowcami jest więc podobny, a jednak odbiór nie jest identyczny. Zaskakuje mnie również, że tak dobrze radzi sobie trener Brzęczek, do którego do tej pory nie miałem dużego przekonania. Chyba po raz pierwszy na tym poziomie ma aż tak długi pozytywny okres.

Od lat ligowym przeciętniakiem jest Wisła Kraków, do czego trudno się przyzwyczaić. Teraz stawka jest na tyle wyrównana, że niewykluczone dla nich jest nawet miejsce pucharowe (może to być 4., jeśli zdobywca Pucharu Polski zajmie miejsce na podium ligi). Jednak w tym roku Wisła naprawdę dobrze zagrała dopiero w niedzielę z Legią. Do tej pory więcej było głosów, że nie ma dużej różnicy wobec tego, co było za Kiko Ramireza. Jeżeli ktoś miałby pociągnąć Wisłę gdzieś wyżej, to na pewno będzie to Carlitos, ale w takich przypadkach tym bardziej trzeba umieć przygotować się na grę bez niego – czy to w pojedynczym meczu, czy w razie gdyby miał odejść na stałe. Do tego Brlek latem zapewne wróci do Genoi. Ci zawodnicy, oprócz Imaza, są w stanie zrobić najwięcej w ofensywie, a ci młodsi, jak Halilović czy Wojtkowski, są wprowadzani bardzo powoli. Dlatego jestem ciekaw, czy w grupie mistrzowskiej przeważą ambicje gry w pucharach, czy jednak ogrywanie młodszych zawodników w perspektywie następnego sezonu.

Zespołem, który oprócz Górnika trochę wyhamował, jest Korona. Kadra jest trochę szersza, kilka kontuzji już nie czyni aż takiego spustoszenia. Ująłbym to w ten sposób: gdyby Korona wystąpiła w grupie spadkowej, zapewne wygrałaby ją w cuglach. W grupie mistrzowskiej natomiast nie mam przekonania, że będzie potrafiła coś osiągnąć. Powtórzenie zeszłorocznego 5. miejsca będzie sukcesem. Korona to jeden z tych zespołów, który ustawicznie traci punkty przez ciągłe remisy. U nas w lidze jest tego naprawdę dużo i sporo tych oczek przez to ucieka, jako że w przypadku remisu do podziału w puli są dwa, a nie trzy punkty.

Dużym rozczarowaniem pozostaje Zagłębie, gdzie koszmar z poprzedniego sezonu miał się nie powtórzyć. Teraz mają Jagiellonię u siebie i Cracovię na wyjeździe, co nie jest terminarzem godnym pozazdroszczenia. Można spojrzeć na to w ten sposób, że jeśli wyjdą z tego obronną ręką, to na ósemkę po prostu zasłużą. Jednak z drugiej strony ostatnie mecze bardziej pasowałyby do dolnych rejonów grupy spadkowej. Nie sądzę, żeby wszystko rozbijało się o odejście Świerczoka, bo Mareš wygląda na bardzo interesującego napastnika. To, co na razie może być pozytywem, to wprowadzenie do bramki Hładuna, co wcale nie było takie oczywiste. Na tym chyba jednak zasługi trenera Lewandowskiego się kończą, bo na razie po prostu nie widzę nic, czym Zagłębie mogłoby się wyróżniać i co dałoby w miarę spokojne miejsce w grupie mistrzowskiej.

Obecnie Cracovia = Michał Probierz. Wręcz więcej mówi się o samym trenerze niż o klubie. To zrozumiałe, jego osoba mocno przykuwa uwagę. Sam jestem w stanie się zgodzić z wieloma rzeczami, które mówi, ale w przypadku takich osób, wzbudzających skrajne emocje, sprawa jest prosta – tym bardziej wyniki muszą ich bronić. Gdy przegrywają, są pajacami, a gdy wygrywają – geniuszami. Teraz Cracovia notuje świetną serię i może osiągnąć coś, co wydawało się nie do zrobienia. I niby wszystko ok, jednak w tym wszystkim jedno mi nie pasuje. Tutaj aż do bólu postawiono na proste środki i ta gra nawet jak na naszą Ekstraklasę jest wyjątkowo prymitywna. Cracovia punktuje, ale na jej mecze nie da się patrzeć. Chwalono ją za 0:0 z Legią, ale ten mecz, jak i większość innych, polegała na waleniu coraz większej liczby wrzutek w pole karne. Skoro to daje efekty (a musi dawać, przy tak wysokim składzie), to super. Gdy Cracovia zagra w ósemce, to Probierz będzie górą. Ale pamiętając styl gry Jagiellonii czy innych zespołów Probierza, nie spodziewam się, aby pod tym względem miała nastąpić znacząca poprawa.

Do podobnej kategorii zaliczam Arkę, która też stara się grać możliwie jak najprościej. W tym wszystkim potrafi zaliczać efektowne zwycięstwa, jak 3:1 z Wisłą Kraków, 4:1 z Jagiellonią, 5:0 z Sandecją, 3:0 z Koroną (to akurat był bardzo dziwny mecz), jak i ostatnie 4:0 z Niecieczą. Sporo tego, prawda? A jednak na ogół Arka nie zachwyca, jak wszyscy sporo remisuje i ciuła te punkty, ale to może nie wystarczyć do ósemki. Do utrzymania pewnie tak, ale do ósemki… Z jednej strony chciałbym, aby przed 30. kolejką miała jeszcze na to szanse, aby było ciekawiej, ale i tak będzie jej bardzo ciężko o wejście do niej na ostatnią chwilę.

Od miejsca 11 włącznie w dół mamy już naprawdę nieciekawe towarzystwo. Tę pozycję zajmuje Śląsk, który od dawna nie wygrał, tak jak i jego trener (passa Pawłowskiego jest już podobna do tej Sandecji, choć poszatkowana w czasie). Patrząc na nazwiska, powinno to wystarczyć do bycia gdzieś tam, gdzie obecnie są Górnik i dwie Wisły. Tymczasem ma miejsce stagnacja. Jeszcze jesienią potrafili mieć fajne przebłyski, teraz nie są w stanie pokonać nawet Sandecji. Śląsk to jeden z tych klubów, o których mówi się: „mają szczęście, że w lidze są też Sandecja i Nieciecza”. Ale na razie wrocławianie nawet nad nimi nie potrafili udowodnić swojej wyższości w bezpośrednich meczach. Ostatnia, decydująca okazja, w grupie spadkowej.

Choć Piast znajduje się w grupie zagrożenia, nie bardzo widzę go w roli spadkowicza. To kolejny klub, który wstępnie można pochwalić za ruchy transferowe zimą (wbrew pozorom, to grono nie jest aż takie małe). Problem może być w tymczasowości tych ruchów, bo nie wiadomo np., jak będzie z pozostaniem Jodłowca i Czerwińskiego. Czego ja jednak oczekuję, długofalowości w budowie polskich klubów…? Ten skład zapewne wykona postawione przed nim zadanie, a może nawet trener Fornalik będzie mógł stosunkowo spokojnie pracować. Jednak mam wątpliwości, czy na dłuższą metę Piast będzie w stanie coś do ligi wnosić.

W przypadku Pogoni aż tak pewien nie jestem, że się utrzyma. Jest zauważalnie lepiej niż jesienią, ale wtedy naprawdę mieli niebywałego pecha. Te początki sezonów u Macieja Skorży, nowego trenera reprezentacji olimpijskiej ZEA, naprawdę obfitowały w absurdalne porażki, czy to w Lechu czy w Pogoni. Teraz teoretycznie szczecinianie nie powinni spaść, ale wciąż są mocno nieobliczalni, nawet jak na standardy naszej ligi. Już teraz wiadomo, że nie zagrają w grupie mistrzowskiej, jak to było za każdym razem od wprowadzenia tego systemu. Ale, pół żartem pół serio, tym razem przynajmniej będą jakieś emocje z udziałem Portowców w rundzie finałowej.

Lechia również miała stuprocentową frekwencję w grupie mistrzowskiej i jej również tam zabraknie. To chyba jeszcze gorszy przypadek niż ten w Śląsku, a nazwiska jeszcze bardziej pozostają tylko nazwiskami, bez przełożenia na boisko. Teoretycznie trener Stokowiec powinien to poukładać, ale coś czuję, że może to nastąpić najwcześniej w przyszłym sezonie. Od pewnego czasu niespecjalnie podobał mi się model prowadzenia tego klubu, ale dopiero teraz jest aż tak beznadziejnie. Niepostrzeżenie seria meczów bez zwycięstwa robi się coraz dłuższa, a ostatni trudny terminarz i rotacje w składzie wcale nie sprzyjały jej przerwaniu. Mam wrażenie, że Stokowiec celowo poświęcił mecze z Legią i Lechem na przegląd kadr, aby wiedzieć, na kogo może liczyć w kluczowych meczach w kwietniu i maju.

Strefa spadkowa opanowana jest obecnie przez zespoły grające w roli gospodarza w Niecieczy. Z różnych względów doprowadziły one do tego, że mało osób ich żałuje, a wiele życzy im spadku. Bruk-Betem można być rozczarowanym w tym sensie, że zapowiadano to jako ewenement na skalę polskiego, ale i światowego futbolu. Tymczasem nawet jeśli możemy mówić o ewenemencie, to raczej w negatywnym sensie. Sprowadzanie zawodników, wyrzucanie trenerów i kontakt z otoczeniem zewnętrznym nie wystawia im najlepszego świadectwa, ale przede wszystkim na boisku nie potrafi to zadziałać. Nawet Maciej Bartoszek i Jacek Zieliński, którzy nieraz na krótką metę potrafili rozruszać zespół, nie potrafili nic pozytywnego wprowadzić na więcej niż dwa-trzy mecze. I niekoniecznie jest to ich wina. Aktualnie niewiele przemawia za Niecieczą, ale ich sytuacja w tabeli absolutnie nie pozwala ich jeszcze skreślać.

Na koniec absolutny beniaminek ligi, który może szybko się z nią pożegnać, co aż tak często się w ostatnich latach nie zdarzało. Sandecja ma swoje problemy z organizacją, stadionem, niewygrywaniem meczów… To trzecie jest na tę chwilę najistotniejsze, bo negatywny rekord coraz bliżej. Szczerze mówiąc, sam do końca nie wiem, jak ten zespół awansował z I ligi, i to z pierwszego miejsca, bo nawet jak na standardy tej klasy rozgrywkowej specjalnie niczym się nie wyróżniał. Zrobiona seria wiosną, zwłaszcza u siebie, była decydująca, ale nic nie wskazywało, że może to się tak skończyć. Jak większość beniaminków potrafiła na fantazji zdobyć… nawet sporo punktów, bo 14 w 9 spotkaniach to przyzwoity dorobek. Teraz nie odkryję Ameryki, pisząc, że będzie bardzo ciężko. Najbardziej szkoda mi kibiców, którzy prawdopodobnie tego sezonu nie będą mogli wspominać najlepiej, a co gorsza zostaną pewnie bez stadionu, jako że te sprawy się przeciągają, a spadek tego by nie ułatwił. Można mieć wrażenie, że Sandecji ten awans był niepotrzebny, że dobrze jej było w I lidze. Oby nie był to kierunek dla klubów z niższego poziomu, aby mocniej odpuszczać awans ze strachu. Teraz, przy zmianie systemu rozgrywek od sezonu 2019/20, Ekstraklasa ma się bardziej otworzyć na kluby z I ligi, a ja tylko trzymam kciuki za to, aby znaleźli się chętni do skorzystania z tego zaproszenia.

Moja ogólna refleksja co do tych siedmiu kolejek ligowych jest taka, że kilka zespołów całkiem solidnie się wzmocniło, można było obejrzeć kilka bardzo interesujących meczów, ale poziom nie mógł wzrosnąć jakoś drastycznie i to się oczywiście nie wydarzyło. Standardowo było też kilka tzw. meczów paździerzowych, ale tego nie sposób uniknąć. Jeśli chodzi o poziom emocji, to tym razem w walce o ósemkę sytuacja może nie być aż tak zagmatwana jak rok czy dwa lata temu – trochę szkoda, bo w 30. kolejce byłoby ciekawiej. Co mnie natomiast cieszy – już teraz widać, że brak podziału punktów w niczym nie przeszkodzi. Już w poprzednich sezonach twierdziłem, że on wcale nie jest potrzebny, bo liga jest wystarczająco wyrównana. Aktualnie zanosi się na to, że walka o mistrzostwo, puchary (zwłaszcza gdy 4. miejsce będzie je dawać) oraz o spadek 🙂 będzie toczyć się do samego końca. Myślę, że do końcówki sezonu można podchodzić z umiarkowanym optymizmem.

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *